Portal Mrooczlandia





| Horrory | Romantica| Filozofia |

Horrory

H.P.Lovecraft: "Festyn"
(strona 1/8)


            Wezwany przez Ojców, szedłem wzdłuż brzegu Wschodniego Morza.
            Wędrowałem do miejsca, którego nigdy nie widziałem, ale o którym 
            często śniłem - ku pradawnemu miastu moich przodków. 

            Był czas Yuletide, które ludzie nazywają Bożym narodzeniem, choć 
            jednak w głębi serc wiedzą, że jest starsze niż Betlejem i Babilon, 
            starsze niż Memphis i cała ludzkość. To właśnie jest Yuletide! 

            Dotarłem w końcu do pradawnego nadmorskiego miasteczka, gdzie 
            zamieszkiwał mój lud i zachowywał tradycję festynu nawet w tych 
            czasach, kiedy był zakazany; Ojcowie nakazali synom, aby urządzali 
            podobny festyn raz na sto lat; nie chcieli bowiem, by pamięć o 
            starych sekretach poszła w zapomnienie. Lud mój był stary; był już 
            stary, kiedy przed trzystu laty do kraju tego przybyli osadnicy. Był 
            dumny, bowiem jego śniadolicy, skryci członkowie pochodzili z 
            południa, gdzie rosły gaje orchidei i opium i mówili innym językiem, 
            zanim nauczyli się języka błękitnookich rybaków. 

            Teraz zaś byli rozproszeni i łączyły ich jedynie rytuały misteriów, 
            których żaden żyjący nie był w stanie zrozumieć. 

            Ja byłem tym, który wracał tej nocy do starej rybackiej osady, 
            bowiem, jak każe legenda, tylko biedni i samotni pamiętają. 

            Za załomem wzgórza ujrzałem Kingsport rozpościerające się w mroźnej, 
            srebrnej poświacie; ośnieżone Kingsport ze swymi pradawnymi 
            chorągiewkami, wieżyczkami, kominami, kalenicami, nabrzeżem i 
            niewielkimi mostkami, wierzbami i cmentarzami, z bezkresnym 
            labiryntem wąskich, stromych, krętych uliczek i przyprawiającym o 
            zawrót głowy wzniesieniem centralnym, nad którym górował, nietknięty 
            przez czas, kościół. Przypominająca gąszcz kombinacja kolonialnych 
            domków, rozstawionych pod różnorakim kątem, dużych i małych, 
            parterowych i piętrowych przywodziła na myśl klocki, rozsypane przez 
            rozkapryszone dziecko. Ponad osadą unosił się na mrocznych 
            skrzydłach cień starożytności; przemykał ponad pobielonymi przez 
            zimę topolami i dwuspadowymi dachami. Latarnie i wielopanelowe okna, 
            jedno po drugim, rozpalały się w zimnym zmierzchu dołączając do 
            Oriona i archaicznych gwiazd. 

            Fale tłukły zaciekle o przegniłe nabrzeże; tajemnicze odwieczne 
            morze, z którego w dawniejszych czasach przybył mój lud. 

            Obok drogi, w pewnej odległości od posępnego wierzchołka 
            wzniesienia, omiecionego do czysta podmuchami wiatru, ujrzałem 
            cmentarz, na którym czarne nagrobne kamienie wyzierały upiornie ze 
            śniegu, niczym gnijące paznokcie gigantycznego trupa. Niewidoczna 
            droga była bardzo odludna i czasami wydawało mi się, że słyszę 
            dobiegający z oddali skrzyp szubienicy na wietrze. 



Strona 1 > 2



Powrót do spisu pozycji działu Horrory



Reklama charytatywna:
Pajacyk.pl




ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Kontakt | Zgłoś Błąd | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net
Wyszukiwarka zasobów Portalu Mrooczlandia
Internationale: Российская Федерация | English language | Deutsche Sprache | China | Lingvo Internacia

Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©