Portal Mrooczlandia





| Horrory | Romantica| Filozofia |

Horrory

H.P.Lovecraft: "Zapomniane miasto"
(strona 1/13)


 Kiedy tylko zbliżyłem się do zapomnianego miasta, czułem, że było przeklęte.
Wędrowałem przez sprażoną, przerażającą dolinę skąpaną w blasku księżyca i w 
pewnej chwili ujrzałem je, sterczące niesamowicie ponad piaskami. Wyglądało tak 
jak części trupa, które mogłyby wystawać ze źle wykopanego grobu. Strach 
przemawiał przez sterane czasem kamienie tej sędziwej pozostałości potopu, tej 
prapramatki najstarszej z piramid i naraz niewidoczna aura poraziła mnie, 
nakłaniając, bym wycofał się przed pradawnymi i złowrogimi sekretami, których 
nie powinien ujrzeć żaden człowiek i jak dotąd nikt nie zdołał się na to 
poważyć. 

   Daleko pośród pustyni Arabii leżało zapomniane, pozbawione nazwy miasto, 
murszejące i niewyraźne. Jego niskie mury są niemal w zupełności ukryte wśród 
nagromadzonych przez niezliczone stulecia piasków. Musiało być tutaj, zanim 
położono kamień węgielny pod Memphis i zanim wypalono cegły na budowę Babilonu. 
Nie ma tak starych legend, by zapamiętano w nich jego nazwę lub choćby to, czy 
kiedykolwiek tętniło ono życiem. Szeptem mówi się o nim przy ogniskach i w 
namiotach szejków koczowniczych plemion, aby wszystkie ludy, nie wiadomo 
właściwie dlaczego, skrzętnie je omijały. To o tym właśnie miejscu Arab 
Alhazred, szalony poeta, śnił pewnej nocy, zanim stworzył swój niewyjaśniony 
kuplet:

Nie umarło, co spoczywać w uśpieniu wieki całe może,
A czasu upływ w końcu i śmierć nawet zmoże.

   Powinienem był wiedzieć, że Arab miał ważki powód, by unikać miasta bez 
nazwy, miasta, o którym krążyły dziesiątki legend i którego nie widział żaden 
śmiertelnik, a jednak nie ulękłem się ich i z mym wielbłądem wybrałem się na 
niedostępne, pustynne odludzie. Tylko ja je widziałem i dlatego na żadnej twarzy 
nie ma tylu upiornych, zrodzonych ze strachu zmarszczek jak na mojej i nikt inny 
nie drży równie gwałtownie, gdy nocą wiatr uderza w szyby okien. Gdy dotarłem do 
miasta pogrążonego w ciszy i spokoju bezkresnego snu, spojrzało na mnie lodowato 
w promieniach zimnego księżyca, na przekór dziennemu żarowi pustyni. A gdy 
odpowiedziałem spojrzeniem, zapomniałem o mej radości z jego odnalezienia i 
zatrzymawszy się, zsiadłem z wielbłąda, aby zaczekać do świtu. Czekałem wiele 
godzin, aż niebo o świcie poszarzało, gwiazdy przybladły, a szarówka nabiegła 
różem ozdobionym domieszką złota. Usłyszałem jęk i ujrzałem tuman piaskowej 
burzy omiatający prastare kamienie, choć niebo było czyste, a przestwór pustyni 
spokojny jak okiem sięgnąć. Nagle nad horyzontem w oddali pojawił się gorejący 
skrawek słońca, widoczny poprzez kłęby piaskowej zawieruchy, która na szczęście 
już słabła, i przejęty odniosłem nagle wrażenie, jakby gdzieś z odległej 
otchłani doszły mnie dźwięczne, metaliczne odgłosy, zdające się witać przybycie 
ognistego dysku, tak jak witał go Memnon, stojąc nad brzegiem Nilu. Zadźwięczało 
mi w uszach i wyobraźnia zaczęła podszeptywać najróżniejsze wizje, gdy 
poprowadziłem wolno mego wielbłąda w stronę tego zakazanego miejsca, które 
spośród wszystkich śmiertelników ja tylko zdołałem zobaczyć. 



Strona 1 > 2



Powrót do spisu pozycji działu Horrory







ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Kontakt | Zgłoś Błąd | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net
Wyszukiwarka zasobów Portalu Mrooczlandia
Internationale: Российская Федерация | English language | Deutsche Sprache | China | Lingvo Internacia

Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©