Portal Mrooczlandia



| Horrory | Romantica| Filozofia |

Horrory

H.P.Lovecraft: "Ogar"
(strona 4/9)



            U podstawy znajdowała się inskrypcja w języku, którego ani ja, ani 
            St John nie potrafiliśmy zidentyfikować, od spodu zaś jak pieczęć 
            wytwórcy wyrzeźbiona była groteskowa, niesamowita czaszka. Gdy tylko 
            go ujrzeliśmy, wiedzieliśmy, że musimy mieć ten amulet, bo tylko on 
            mógł być godziwym łupem, pamiątką z tego, liczącego sobie pięć 
            stuleci, grobu. Pożądaliśmy go, nawet gdyby jego kształty nie były 
            nam znajome, ale były, stwierdziliśmy to, gdy przyjrzeliśmy mu się 
            bliżej. Mogły wydawać się obce wszystkim tym, którzy znają jeno 
            sztukę i literaturę dostępną trzeźwym na umyśle, zrównoważonym 
            koneserom, my jednak rozpoznaliśmy w tym przedmiocie rzecz 
            wzmiankowaną w zakazanym Necronomiconie szalonego Araba, Abdula 
            Alhazreda, upiorny duchowy symbol pożerającej umarłych sekty z 
            niedostępnego Leng w Azji Środkowej. Nazbyt dobrze rozpoznaliśmy 
            złowrogie rysy opisywane przez starego arabskiego demonologa, rysy, 
            jak pisał, nakreślone na wzór jakiejś niejasnej, nadnaturalnej 
            manifestacji dusz tych, którzy niepokoją umarłych i żywią się nimi. 
            Zabrawszy zielony nefrytowy obiekt, raz jeszcze spojrzeliśmy w 
            ziejące pustką oczodoły w zapadłej twarzy jego właściciela i 
            zasypaliśmy grób, by wyglądał tak, jak go zastaliśmy. Gdy 
            pośpiesznie opuszczaliśmy owo odrażające miejsce, a skradziony 
            przedmiot spoczywał w kieszeni St Johna, mieliśmy wrażenie, że 
            nietoperze całym stadem zanurkowały ku ziemi, którą niedawno 
            rozkopywaliśmy, jakby zamierzały poszukiwać w niej jakichś plugawych 
            i przeklętych, acz smacznych kąsków. Jesienny księżyc był jednak 
            blady i świecił słabo, toteż nie mogliśmy tego potwierdzić. 

            Następnego dnia, gdy opuszczając Holandię, wyruszyliśmy w drogę 
            powrotną do domu, wydawało się nam, że z oddali dobiega nas słabe 
            ujadanie jakiegoś gigantycznego psa. Jesienny wiatr zawodził jednak 
            smętnie i żałośnie, toteż nie mogliśmy stwierdzić tego na pewno. 

            W niecały tydzień po naszym powrocie do Anglii zaczęły dziać się 
            osobliwe rzeczy. Żyliśmy jak para odludków, bez przyjaciół czy 
            służby, tylko my dwaj w starej posesji stojącej wśród rzadko 
            uczęszczanych, posępnych trzęsawisk. Do drzwi naszych nieczęsto 
            zatem pukali goście. 



3 < Strona 4 > 5



Powrót do spisu pozycji działu Horrory




ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net


Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©