Portal Mrooczlandia



| Horrory | Romantica| Filozofia |

Horrory

H.P.Lovecraft: "Ogar"
(strona 3/9)



            Jakiż posępny i złośliwy los ściągnął nas na ten upiorny holenderski 
            cmentarz? Wydaje mi się, że to mroczna plotka i legendy, opowieści o 
            śmiałku, pogrzebanym przed pięcioma stuleciami, który ongiś sam był 
            łupieżcą grobów i skradł ze starego grobowca pewien potężny 
            przedmiot. Pamiętam ostatnie chwile owej sceny - blady jesienny 
            księżyc wiszący nad grobami, rzucającymi długie cienie, groteskowe 
            drzewa o koronach zwieszających się nisko ku bujnej, nie przyciętej 
            trawie i murszejącym płytom; ogromne legiony dziwnych, gigantycznych 
            nietoperzy przelatujące na tle tarczy księżyca; prastary, obrośnięty 
            bluszczem kościół wskazujący długim, widmowym palcem w zagniewane 
            niebo; świecące owady, które tańczyły jak błędne ognie pod cisami 
            nieopodal; smród zgnilizny, roślinności i trudniej rozpoznawalnych 
            rzeczy mieszał się niesiony podmuchami wiatru płynącego od odległych 
            bagien i mórz i, najgorsze z tego wszystkiego, słabe, lecz 
            słyszalne, ujadanie jakiegoś ogromnego psa, którego nie mogliśmy 
            dojrzeć, ani nawet umiejscowić. Na ten dźwięk zadrżeliśmy, 
            przypominając sobie opowieści wieśniaków, ten bowiem, którego 
            szukaliśmy, wiele stuleci temu znaleziony został martwy, okrutnie 
            rozszarpany kłami i pazurami jakiejś nieznanej, niewyobrażalnej 
            bestii. 

            Pamiętam, jak rozkopaliśmy grób cmentarnego rabusia i jak byliśmy 
            przejęci, wyobrażając sobie siebie, grób, blady łypiący księżyc, 
            upiorne cienie, groteskowe drzewa, gigantyczne nietoperze, prastary 
            kościół, dławiące wyziewy, tańczące błędne ogniki, delikatne 
            pojękiwanie nocnego wiatru i dziwaczne, na wpół słyszalne, 
            dochodzące nie wiadomo skąd ujadanie, co do którego nie byliśmy 
            pewni, czy rozlegało się na prawdę, czy też tylko się nam zdawało. 

            Nagle nasze łopaty zgrzytnęły o coś twardszego niż ziemia i oczom 
            naszym ukazała się gnijąca trumna pokryta substancjami mineralnymi, 
            które osadziły się na niej przez stulecia. Wieko było niesamowicie 
            grube i twarde, lecz w końcu sforsowaliśmy je i nasyciliśmy oczy 
            widokiem tego, co znajdowało się wewnątrz. 

            Dużo, zdumiewająco dużo pozostało w trumnie mimo upływu pięciuset 
            lat. Szkielet, choć w wielu miejscach pogruchotany szczękami istoty, 
            która go zabiła, trzymał się w kupie ze zdumiewającą trwałością, my 
            natomiast napawaliśmy się widokiem białej czaszki, długich, mocnych 
            zębów i bezokich oczodołów, w których niegdyś, tak jak w naszych, 
            płonął żar. W trumnie leżał amulet o osobliwym, egzotycznym wzorze, 
            który śpiący nosił zapewne na szyi. Przedstawiał on dziwnie 
            wyrzeźbioną figurkę warującego skrzydlatego psa lub sfinksa z na 
            wpół psim pyskiem, wykonaną na modłę orientalną z małego kawałka 
            nefrytu. Rysy istoty były ze wszech miar odrażające, jakby pławiła 
            się ona ongiś i syciła śmiercią, zwierzęcym bestialstwem i czystym, 
            niepohamowanym złem. 





2 < Strona 3 > 4



Powrót do spisu pozycji działu Horrory




ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net


Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©