Portal Mrooczlandia



| Horrory | Romantica| Filozofia |

Horrory

H.P.Lovecraft: "Ogar"
(strona 2/9)



            Przez rury te płynęły wonie, jakich w danym momencie byliśmy 
            spragnieni. Niekiedy był to zapach bladych cmentarnych lilii, innym 
            razem narkotyczna woń kadzideł przywodzących na myśl wschodnie 
            świątynie podczas pochówku tamtejszych władców, kiedy indziej zaś - 
            aż drżę na to wspomnienie! - przerażający, rozdzierający duszę odór 
            świeżo rozkopanego grobu. Wzdłuż ścian tej odrażającej sali stały 
            sarkofagi pradawnych mumii ustawione na przemian z udanymi, 
            wyglądającymi jak żywe ciałami, dziełami doskonale przygotowanymi 
            według najlepszych przepisów sztuki wypychania zwierząt, oraz 
            kamiennymi nagrobkami skradzionymi z najstarszych cmentarzy świata. 
            W niszach tu i ówdzie umocowane były najróżniejszych kształtów 
            czaszki i głowy, zachowane w rozmaitym stadium rozkładu. Można tu 
            było napotkać zarówno gnijące, łyse czerepy szlachciców, jak i 
            świeże, promieniujące złociste główki niedawno pogrzebanych dzieci. 
            Wszystkie malowidła i posągi przedstawiały diabły i demony, niektóre 
            z nich były moim i St Johna dziełem. Zamknięta na klucz aktówka 
            oprawna w wygarbowaną ludzką skórę zawierała pewne nieznane i 
            nienazwane rysunki będące rzekomo dziełem Goi, które autor popełnił, 
            lecz nigdy nie ośmielił się ich opublikować. Były tam upiorne 
            instrumenty muzyczne, smyczkowe, dęte drewniane i dmuchane, z 
            których od czasu do czasu z St Johnem dobywaliśmy kakofonii 
            przerażających swym dysonansem przenikliwych dźwięków, w wyłożonych 
            zaś hebanem gablotach umieszczona była najbardziej nieprawdopodobna 
            i niewyobrażalna w swej różnorodności kolekcja cmentarnych łupów, 
            jaką zdołała kiedykolwiek zgromadzić perwersja i szaleństwo. Dzięki 
            Bogu, że miałem odwagę ją zniszczyć, nim podjąłem decyzję o 
            unicestwieniu samego siebie! 

            Łupieżcze wyprawy, podczas których gromadziliśmy nasze 
            niewypowiedziane skarby, zawsze były pamiętnymi pod względem 
            artystycznym wydarzeniami. Nie byliśmy prymitywnymi hienami 
            cmentarnymi, jedynie pracowaliśmy ogarnięci specyficznym nastrojem, 
            który tworzyły krajobraz, otoczenie, pogoda, pora roku i blask 
            księżyca. Rozrywki owe stanowiły dla nas najbardziej wyrafinowaną 
            formę ekspresji, toteż staraliśmy się by wszystko dopięte było na 
            ostatni guzik. Niewłaściwa pora, światło błyskawic czy rozmiękła po 
            deszczu, mlaskająca gleba w zupełności zniweczyłyby ekstatyczną 
            radość, jaka ogarniała nas po ekshumacji kolejnego złowrogo 
            uśmiechniętego, skrywanego przez ziemię sekretu. Z nienasyceniem, 
            gorączkowo poszukiwaliśmy nowych miejsc i oczekiwaliśmy na właściwe 
            naszym dziełom warunki - St John zawsze był przywódcą i to on 
            doprowadził nas w końcu w to drwiące, przeklęte miejsce, które 
            sprowadziło na nas obu odrażającą i nieuchronną zgubę. 




1 < Strona 2 > 3



Powrót do spisu pozycji działu Horrory




ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net


Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©