Portal Mrooczlandia





| Horrory | Romantica| Filozofia |

Horrory

Necronomicon [wersja Simona]
(strona 1/22)


              Oto zeznanie tego, co widziałem i czego się nauczyłem w ciągu tych
            trzech lat, kiedy nauczyłem się Trzech Pieczęci MASSHU. Widziałem 
            Tysiąc-I-Jeden księżyców i to z pewnością wystarczy jak na jedno 
            ludzkie życie chociaż mówią, że Prorocy żyli o wiele dłużej.

              Jestem słaby i chory, zmęczony i wyczerpany, a westchnienie ciąży 
            mi na piersi niczym czarna latarnia. Jestem stary. Wilki niosą moje 
            imię w swoich nocnych rozmowach, a ten cichy , subtelny Głos 
            przywołuje mnie z oddali. Głos znacznie bliższy będzie krzyczał mi 
            do ucha z przeklętą niecierpliwością. Ciężar mojej duszy zadecyduje 
            o miejscu jej ostatecznego spoczynku. Ale zanim ten czas nadejdzie, 
            muszę spisać tu wszystko co mogę, a co dotyczy horroru, który 
            zagraża z Zewnątrz, który leży w oczekiwaniu pod drzwiami każdego 
            człowieka. Oto są starożytne arkana, które zostały spisane przez 
            starych, ale które zostały zapomniane przez wszystkich prócz kilku 
            ludzi, czcicieli Wielkich Przedwiecznych ( niech ich imiona będą 
            wymazane ! ).

              A jeśli nie ukończyłbym zadania, weź to, co tu jest i odkryj 
            resztę, gdyż czasu jest mało a rodzaj ludzki nie wie albo nie 
            rozumie zła, które na nich czyha z każdej strony, z każdej Bramy, z 
            każdej złamanej bariery, ze strony każdego bezrozumnego wyznawcy 
            przy ołtarzach szaleństwa.

              Oto jest Księga Martwych, Księga Czarnej Ziemi, którą spisałem w 
            zagrożeniu życia dokładnie co do słowa jak ją otrzymałem na 
            płaszczyznach IGIGI, okrutnych duchów z zewnątrz, Wędrowców po 
            Pustkowiach. Niech wszyscy co czytają tę księgę wiedzą, że żywoty 
            ludzi są obserwowane przez Starożytną Rasę bogów i demonów z czasów 
            sprzed czasem, i że szukają oni zemsty za zapomniana bitwę, która 
            miała miejsce gdzieś w Kosmosie i rozerwała Światy w dniach przed 
            stworzeniem Człowieka, kiedy Starsi Bogowie przemierzali Przestrzeń; 
            rasę MARDUKA, jak nazywają go Chaldejczycy, i ENKI, naszego MISTRZA, 
            Pana Magów. Wiedz też, że przemierzyłem wszystkie Strefy Bogów i 
            miejsca Azonei, spadłem do plugawych miejsc Śmierci i Wiecznego 
            Pragnienia, które mogą być osiągnięte przez Bramę GANZIR, zbudowaną 
            w UR, w dniach istnienia Babilonu.

              Wiedz też, że rozmawiałem z wszystkimi rodzajami duchów i demonów, 
            których imiona nie są już znane społecznościom ludzkim albo nigdy 
            nie będą. Pieczęcie niektórych z nich są narysowane poniżej; inne 
            muszę zabrać ze sobą, kiedy cię opuszczę. ANU zmiłuj się nad moją 
            duszą!

              Widziałem Nieznane Lądy, których żadne mapy nigdy nie zapisały. 
            Żyłem na pustyniach i pustkowiach, rozmawiałem z demonami, duszami 
            zamordowanych mężczyzn i kobiet, którzy zmarli przy urodzeniu, 
            ofiarami złej LAMMASHTY.

              Podróżowałem przez morza w poszukiwaniu Pałacu Naszego Mistrza, 
            znalazłem kamienie i pomniki zniszczonych cywilizacji i odczytałem 
            niektóre z ich pism; tymczasem wiele z nich pozostanie tajemnicą dla 
            każdego żywego człowieka. A te cywilizacje zostały zniszczone z 
            powodu wiedzy zawartej w tej księdze.

              Podróżowałem między gwiazdami i drżałem przed obliczami Bogów. 
            Odnalazłem, w końcu, formułę, dzięki której przekroczyłem Bramę 
            ARZIR i przeszedłem do zapomnianych królestw wstrętnych IGIGI.
            Przywoływałem demony i umarłych.

              Wezwałem duchy moich przodków na szczytach świątyń zbudowanych by 
            sięgnąć gwiazd i przerażających głębi HADESU. Siłowałem się z 
            Czarnym Magiem, AZAG-THOTHEM w wielkim trudzie i uciekłem na Ziemię 
            wzywając INANNĘ i jej brata MARDUKA, Władcy dwugłowego TOPORA.

              Stworzyłem armie do walki z Krainami Wschodu, wzywając hordy 
            demonów, a czyniąc to odnalazłem NGAA, pogańskiego Boga, którego 
            oddech jest ognisty, a ryk przypomina tysiąc grzmotów.
            Znalazłem strach.

              Odnalazłem Bramy, które prowadzą na Zewnątrz, przy których Wielcy 
            Przedwieczni, zawsze szukający wejścia do naszego świata, pełnią 
            wieczną straż. Wąchałem opary Wielkiej Przedwiecznej, Królowej 
            Zewnętrza , której imię jest napisane w straszliwym tekście MAGAN, 
            testamencie kilku umarłych cywilizacji, których kapłani, szukając 
            mocy, otworzyli na oścież przerażające Bramy na ponad godzinę i 
            zostali pożarci. Posiadłem tę wiedzę dzięki dość dziwnym 
            okolicznościom, będąc jeszcze niepiśmiennym synem pasterza w kraju 
            zwanym przez Greków Mezopotamią.

              Będąc jeszcze dzieckiem, podróżując po górach Wschodu, zwanych 
            MASSHU przez ludzi, którzy tam żyją, natrafiłem na szarą skałę z 
            wyrytymi na niej trzema dziwnymi symbolami. Skała była wysoka jak 
            człowiek i szeroka jak byk. Osadzona była twardo w ziemi, tak że nie 
            mogłem jej ruszyć.

              Nie myśląc więcej o tych znakach, sądząc że jest to robota 
            jakiegoś króla, który w ten sposób uczcił zwycięstwo nad wrogiem, 
            rozpaliłem ogień u podnóża skały do obrony przed wilkami 
            wałęsającymi się w tych okolicach i poszedłem spać gdyż była już 
            noc, a ja byłem daleko od mojej wioski, Bet Durrabia. Jakieś trzy 
            godziny przed świtem, dziewiętnastego dnia Shabatu, obudził mnie 
            skowyt psa, może wilka, niepokojąco głośny i bliski. 

              Ogień wygasł prawie do cna i tylko czerwone, żarzące się jeszcze 
            węgielki rzucały słabe, tańczące cienie na kamienny monument z 
            trzema symbolami. już miałem wstać i podsycić ogień, kiedy nagle 
            szara skała zaczęła powoli wznosić się w powietrze, jakby była 
            piórkiem. Nie mogłem się ruszyć ani nic powiedzieć z powodu strachu, 
            który zmroził mój kręgosłup i ogarnął swymi lodowatymi palcami moją 
            czaszkę. Dik Azug-bel-ya nie był mi bardziej obcy niż ten widok, 
            tylko że poprzedni wydawał się topić mi między palcami! Wkrótce 
            usłyszałem głos, miękki, w pewnej odległości ode mnie i bardziej 
            praktyczny strach przed rabusiami ogarnął mną i przeczołgałem się w 
            zarośla, cały drżąc. Kolejny głos dołączył do pierwszego i wkrótce 
            kilku mężczyzn w czarnych szatach złodziei przybyło tam, gdzie 
            nocowałem. Otoczyli unoszącą się skałę, nie okazując najmniejszych 
            oznak strachu.

              Teraz mogłem wyraźnie dostrzec, że trzy symbole wyryte w skale 
            świeciły czerwonym płomieniem, tak jakby kamień stał w ogniu. 
            Postacie wspólnie mamrotały jakąś modlitwę lub inwokację, z której 
            mogłem usłyszeć ledwie kilka słów, a i te były w nieznanym mi 
            języku; jednakże, ANU zmiłuj się nad moją duszą, te rytuały nie są 
            mi już obce. Postacie, których twarzy nie mogłem zobaczyć czy 
            rozpoznać, zaczęły czynić dziwne przejścia w powietrzu nożami, które 
            lśniły zimno i ostro tej nocy.

              Spod latającego kamienia, prosto z ziemi, w której leżał, zaczął 
            się wznosić ogon węża. Ten wąż był z pewnością większy niż 
            jakikolwiek inny widziany przeze mnie w całym moim życiu. W 
            najcieńszym miejscu miał grubość ramion dwóch mężczyzn was, a z 
            ziemi zaczął się wyłaniać następny, chociaż końca pierwszego nie 
            można było dojrzeć; wydawał się sięgać aż do samej Studni. Spod 
            ziemi wyłaziły ciągle nowe, aż grunt zaczął drżeć pod naporem tak 
            wielu tych olbrzymich ramion. Śpiew kapłanów ( bo wiem już teraz, że 
            byli sługami jakiejś ukrytej Potęgi ) stał się głośniejszy i niemal 
            histeryczny:


            IA! IA! ZI AZAG!
            IA! IA!! ZI AZKAK!
            IA! IA! KUTULU ZI KUR!
            IA!




Strona 1 > 2



Powrót do spisu pozycji działu Horrory







ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Kontakt | Zgłoś Błąd | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net
Wyszukiwarka zasobów Portalu Mrooczlandia
Internationale: Российская Федерация | English language | Deutsche Sprache | China | Lingvo Internacia

Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©