Portal Mrooczlandia



[ Magia ] - [ Publikacje ] - [ Ofiolatria: Kult Węża ]

Ofiolatria: Kult Węża

Rozdział XI

Mr. Bullock's okazuje przedmiotu obrazujące Kult Węża.

Od ponad sześćdziesięciu lat jest otwarta przy Sali Egipskiej, na Piccadilly, to co opisuje się jako "Wyjątkowa Wystawa nazywana Starożytnym Meksykiem; zgromadzona w jednym miejscu w 1823 roku, przy udziale meksykańskiego rządu, przez W. Bullock, F. L. S.". Ilustracje dołączone do opublikowanych opisów tej kolekcji pokazują że zawiera ona reprodukcje niektórych z najbardziej godnych uwagi wężowych bóstw, jakie napotkano w świątyniach w zachodnich częściach Ameryki i poniższe streszczenie zapewne zainteresuje naszych czytelników.

"Grzechotnik wydaje się być najbardziej powszechnym przedmiotem otaczanym czcią, szacunkiem i lękiem; rzeczywiście pojawia się on w pewien sposób połączony z niemal wszystkim innym i jest nadal odnajdywany w wielu Indiańskich wioskach. Pozostaje on widoczny w Tezcuco, całkiem dobrze zachowany do naszych czasów. Połamane fragmenty można napotkać na zewnętrznych ścianach domów w Meksyku w kilku miejscach; wielka głowa położona przy lewym kamieniu ofiarnym jest zrzucona z jednego w narożniku pięknej budowli używanej przez Rządowe Biuro Loterii i wystawiona na ulicy. Musiała ona należeć do bożka o długości co najmniej 70 stóp, prawdopodobnie w wielkiej świątyni, zniszczonej oraz spalonej podczas Konkwisty. Owego rodzaju figury są ogólnie w stanie zwinięcia, z ogonem lub grzechotką na tyle, lecz mają różne rozmiary i pozycję. Najpiękniejszy z znanych istniejących, odkryłem w opuszczonej części Klasztoru Zgromadzenia Dominikanów stojącego naprzeciwko Pałacu Inkwizycji. Jest zwinięty w rozdrażnionej wyprostowanej pozycji, z rozwartymi szczękami i w akcie pożerania pięknie ubranej kobiety, która widnieje w paszczy niezwykłego gada, połamana i poszarpana, z odrażającymi szczegółami zbyt straszliwymi aby je opisywać.

"Powracając do listu od Korteza do króla Karola V., jaki został przekazany przez Humboldta, czytamy: 'Z placu przeszliśmy do wielkiej świątyni, lecz zanim weszliśmy do niej, to obeszliśmy go wokoło pomiędzy licznymi dużymi dziedzińcami, mniejsze z nich wydawały mi się jako zawierające więcej przestrzeni niż ten wielki plac w Salamanca, z podwójnym ogrodzeniem zbudowanym z wapna i kamieni, dziedzińce były wybrukowane wielkimi białymi równo ściętymi kamieniem, bardzo czystymn; lub, w miejscach gdzie nie było bruku, były one pocięte na plastry i wytworne. Kiedy dotarliśmy do bramy wielkiej świątyni, do której prowadziło w górę 140 schodów a przed nami ustawiano jeden z nich, Montezuma zesłał do nas w dół sześciu kapłanów i dwóch z jego arystokratów aby wnieść Korteza do góry, jak też zrobili jego suwereni, którym on grzecznie odmówił. Kiedy wdrapał się on na szczyt świątyni, zaobserwował na platformie jaką minęliśmy, wielki głaz na którym byli kładzone ofiary podczas składania ich jako ofiarę. Był on wielką figurą która przypominała smoka, ochlapany mnóstwem świeżej krwii. Kortez następnie zwrócił się do Montezumy pytając się go czy mógłby on zrobić nam zaszczyt i pokazać nam ich boga. Montezuma, po odbyciu narady z swymi kapłanami, zaprowadził nas do wieży gdzie był pewien rodzaj sali, były tutaj dwa bardzo bogato ozdobione ołtarze z misternie rzeźbionego drzewa na dachu i ponad ołtarzami gigantyczne figury przypominające bardzo tłustego człowieka. Jednym z nich, po prawej stronie, był Huitzilopochtli, ich bóg wojny, z wielką twarzą i straszliwymi oczami, ten posąg był całkowicie pokryty złotem i klejnotami i jego ciało było oplecione złotymi wężami, w prawej ręce trzymał on łuk, a w swej lewej ręce garść strzał. Mały posąg który stał przy nim przedstawiał jego gońca i dzierżył oszczep oraz tarczę bogato zdobioną złotem i klejnotami. Duży posąg miał wokoło swej szyi figurki ludzkich głów i serc wykonane z czystego złota i srebra, zdobione szlachetnymi kamieniami niebieskiego koloru. Przed bożkiem był gar kadzidła, z trzema sercami ludzkich ofiar, które zostały tutaj spalone, wymieszane z kopalem.

Całość tego pomieszczenia, zarówno ściany jak i podłoga, była splamiona ludzką krwią w takiej ilości że aż wydzielał się bardzo nieprzyjemny zapach. Po lewej stronie była inna wielka figura, z obliczem podobnym do niedźwiedzia i wielkimi lśniącymi oczami z polerowanej substancji z której to oni wykonywali swe lustra. Ciało tego bożka także było pokryte klejnotami. Owe dwa bożki, jak to powiedziano, były braćmi; nazwą drugiego bożka jest Tezcatepuca i jest on bogiem piekielnych rejonów. On przewodzi, zgodnie z ich wyjaśnieniami, nad duszami ludzi. Jego ciało jest pokryte figurkami przedstawiającymi małe diabły z ogonami węży i ściany oraz chodnik tej świątyni są tak bardzo zabrudzone krwią że wydzielały one paskudny odór gorszy niż wszystkie rzeźnie w Castille. Leży przed nim, złożone w ofierze, pięć ludzkich serc. Na szczycie świątyni i w wnęce drzewa które jest bardzo kunsztownie rzeźbione, zobaczyliśmy figurę pół-człowieka i drugą połówkę przypominającą aligatora, inkrustowaną klejnotami i częściowo pokrytą opończą. Ten bożek, jak nam to powiedzieli, zawiera zalążki i źródło wszystkich stworzonych rzeczy, jest on bogiem żniw oraz owoców. Ściany i ołtarz są cuchnące jak wszystko pozostałe i jest to tak silnie odrażający odór, że myśleliśmy że nie zdołamy stamtąd wyjść w porę.

"W tym miejscu mają oni bęben najbardziej niezwykłego rozmiaru, głowa którego jest wykonana z skór wielkich węży. Ten instrument kiedy się go uderzy brzmi z dźwiękiem który można usłyszeć z odległości dwóch mil angielskich (przypomnienie tłumacza: ok. 8-9 km) i to tak smutnym że zasługuje on na nazwanie go muzyką piekielnych rejonów; z ich straszliwymi dźwiękami rogów i trąb, ich wielkimi nożami ofiarnymi, ich ludzkimi ofiarami i ich krwią rozpryskującą się po ołtarzach, oddałem ich i wszystkie ich niegodziwości Boskiej zemście i sądzę że wraz z czasem nie powinienem już nigdy powracać do tego jak uciekłem z tego miejsca rzeźni, straszliwego smrodu i bardziej ohydnych widoków".

"Na uboczu kościoła, zwanego Św. Jago w Taltelulco, jest świątynia, która, jak już zauważyliśmy, jest otoczona wielkimi placami tak wielkimi jak przestrzeń w Salamanca. W pewnej odległości od niej stoi wieża, prawdziwe piekło lub mieszkanie demonów, z paszczą, przypominającą paszczę nadzwyczajnego potwora, szeroko otwartą i gotową pożreć każdego kto tam wchodzi. Przy drzwiach stały przerażające bożki; przez to było to miejsce składania ofiar i wewnątrz, kotły i miski pełne wody do przygotowywania mięsa ofiar które były zjadane przez kapłanów. Bożki były podobne do węży i diabłów, przed nimi były stoły i noże służące do składania ofiar, miejsce było pokryte krwią która rozprysła podczas owych wydarzeń. Umeblowanie było podobne do kramu w rzeźni i nigdy nie nadam tej przeklętej budowli jakiegokolwiek innego imienia niż piekło. Przechodząc obok tego wszystkiego, widzimy wielkie stosy drewna i zbiorniki wody zaopatrywane przez rurę z wielkiego akwenduktu; przechodząc przez plac wchodzimy do kolejnej świątyni, gdzie są groby meksykańskich arystokratów, która to światynia jest ubrudzona sadzą i krwią. Naprzeciw niej jest następna, pełna szkieletów i stosów kości, stojących osobno z dala od siebie, lecz regularnie ułożonych. W każdej świątyni są bożki i każdy ma także swego właściwego kapłana, który nosi długie czarne szaty, jego długie włosy są zlepione razem a ich uszy są poszarpane ku czci ich bogów".

Mr. Bullock następnie przechodzi do opisu zdejmowania wielkiego posążka bogini wojny, który on przywiózł do Anglii wraz z sobą.

"Ten potworny posążek, przed którym corocznie składano na ołtarzu tysiące ludzkich ofiar, ma, wraz z swą podstawą, około 12 stóp wysokości i 4 stopy szerokości, jest wyrzeźbiony z jednego litego kawałku szarego bazaltu. Ma postać częściowo ludzką, a reszta złożona jest z grzechotnika i tygrysa. Głowa, niezwykle szeroka, wydaje się być dwoma połączonymi grzechotnikami, długie kły wystawają z paszczy, do której nadal bijące serca nieszczęsnych ofiar były rozcierane w akcie najbardziej akceptowalnego składania ofiary. Ciało jest zdeformowanym ludzkim ciałem i w miejscu rąk wystają głowy grzechotników położone na kwadratowej podstawie i splecone w frędzlowych zdobieniach. Wokoło pasa jest pasek, który pierwotnie był pokryty złotem, poniżej pasa, sięgając niemal podstawy i częściowo okrywając rozszczepioną stopę, jest tkanina w całości złożona z skłębionych grzechotników którą to krajowcy nazywają "cohuatlicuye" lub "wężowa szata", z każdej strony która jest skrzydlato zakończona piórami sępa. Pomiędzy stopami, zniżając sie z ciała, inny pierzasty wąż spoczywa z swą głową na ziemi i cały wygląd tego bóstwa jest bardzo właściwy do piekielnych celów jakim ono służyło i czemu także dobrze służą zdobienia postaci. Z szyji, rozciągając się ponad to jej zdeformowaną pierś, jest naszyjnik złożony z ludzkich rąk, serc i czaszek - pasując do symboli krwiożerczych rytuałów codziennie dokonywanych ku czci tego bóstwa.

"Martwa głowa i obcięte ręce, cztery z nich które otaczają pierś bogini, przypominają nam straszliwe składanie ofiar w Teoquawhquat, obchodzone w piętnastym wieku przez okres trzydziestu dni po przesileniu letnim, ku czci boga wojny i jego kobiecej towarzyszki, Teoyamiqui. Obcięte dłonie przeplatają się z leżącymi przed figurą pewnymi naczyniami w których było palone kadzidło. Owe naczynia były zwane Topxicalli, są to woreczki w kształcie tykwy. Ten bożek był pokryty rzeźbieniami z wszystkich stron, nawet z spodu, gdzie był przedstawiony Mictlanteuchtli, Władca krainy zmarłych; co nie ulega wątpliwości, lecz też jest to ustawione w powietrzu za pośrednictwem dwóch kolumn, na których spoczywają dłonie. Zgodnie z tym dziwacznym wystrojem, głowa bożka była prawdopodobnie wyniesiona pięć lub sześć metrów ponad chodnik świątyni, tak że kapłani wywlekając ich nieszczęsne ofiary na ołtarz przechodzili pod posążkiem Mictlanteuchtli. Wicekról Meksyku przeniósł ten pomnik do miejsca zwanego Uniwersytetem które jak uważano było najwłaściwszym miejscem do zachowania jednego z najbardziej zadziwiających pozostałości po starożytnej Ameryce. Profesorowie Uniwersytetu, mnisi z Zakonu Św. Dominika, byli niechętni do ukazywania tego bożka na widok meksykańskiej młodzieży i sprawili że została ona zamurowana w jednym z przejść Uczelni. Lecz Mr. Humboldt mógł zobaczyć ją odkopaną na prośbę biskupa Monterey.

"Bardzo zadziwiające okazy meksykańskich płaskorzeźb są na nadzwyczajnie twardym kamieniu przypominającym hornstein, pewną odmianę nefrytu, jest rodzajem zestalonego talku, najbardziej misternego rodzaju wykonania i jest na nim pęknięcie wykonane przez kapłana, lub być może bożka przedstawiającego Słońce. Głowa jest ukoronowana wysoką skośno-kształtną czapką, udekorowaną klejnotami i piórami, ma ona długie zwisające kolczyki. Ręce są wzniesione, prawa ręka trzymie coś przypominającego splecioną pałkę, podczas gdy lewa trzyma girlandę kwiatów która schodzi z głowy; wszystkie inne części są pokryte łuskami i grzechotkami śmiercionośnych gadów."

Nasze określone ramy tej książki są już wyczerpane i jesteśmy zdolni dodać tylko mało do tego co już zostało w znacznym stopniu omówione, ukazując szeroko rozpowszechnione przetrwanie tej szczególnej formy kultu. Raz za razem wyrażane jest zdziwnienie tym że może być możliwe to iż stworzenie tak odrażające stało się przedmiotem kultu, lecz tak było i w żadnej epoce lub kraju nie wydawało się to być dziwne. Tak naprawdę bardzo wcześnie w historii ludzkości, ludzie zaczęli czcić węża, brązowego węża w Exodusie, którego Ezechiasz zniszczył z powodu idolatrii jaka do niego wiodła ludzi. Lecz jeśli ten przedmiot został odrzucony, nadzieja że kult zaniknie jest próżna, ponieważ rozpoczął się on pomiędzy Asyryjczykami, Chaldejczykami, Fenicjanami, Egipcjanami i rozproszył się na Grecję, Estonię, Finlandię, Włochy, Persję, Indie, Cejlon, Chiny, Japonię, Birmę, Javę, Arabię, Syrię, Etopię, Brytanię, Meksyk i Peru.

Taki był jego zasięg - szeroki jak sam świat, ogromny poza możliwością oszacowania lub opisania był jego wpływ na umysły tych którzy znajdowali się pod jego wpływem. Niechaj ciekawi czytelnicy którzy chcą wiedzieć więcej i każdy kto się chce sam zapoznać z licznymi postaciami w jakich ów symbol był przedstawiany, zapozna się z dziełami pracy pisarzy takich jak Kingsford i Montfaucon, z ich licznymi i doskonale wykonanymi szkicami i niech on pomyśli z zdumieniem nad szczególną fascynacją jaką ów odpychający gad zdaje się wywoływać w ludzkim umyśle. Jest on określany, jak o tym dobrze wiemy, jako tak bardzo fascynujący swe ofiary że niemal chwyta owe ofiary które to nieszczęsne stworzenia są pozbawione wszelakiej siły oporu; fascynacji nie mniej przytłaczającej ludzki umysł i sprawiającej że przyjmuje się go z powodu jakiś przyczyn lub w innych przypadkach jako odpychającego gada jako przedmiot kultu. Czar już prysł, niemniej, pozostało mało powszechnie spotykanych pozostałości po jego kulcie, prócz ziemnych kopców na których stały jego świątynie i do połowy zrujnowanych płaskorzeźb przechowywanych w muzeach w cywilizowanych krajach.

KONIEC


Rozdział X | Rozdział XI


Powrót do Ofiolatria: Kult Węża




ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net


Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©