Portal Mrooczlandia





[ Księga Wilkołaków ]

Rozdział X.
Mitologiczne korzenie legendy o wilkołaku

Metempsychoza - Sympatia pomiędzy ludźmi a zwierzętami - Finnbog i Niedźwiedź - Osage i Bóbr - Związek duszy z ciałem - Buddyzm - Przypadek Mr. Holloway - Popularne idee dotyczące ciała - Pochodzenie Germańskiego Leichnama - Pierzaste Odzienie - Wędrówka Dusz - Baskijska Opowieść - Opowieść Pantschatantra - Prymitywne koncepcje dotyczące fenomenów natury - Grzmot, Błyskawica i Chmura - Pochodzenie Smoków - Smok Trąby Powietrznej John'a z Bromton's - Legenda o Typhoeuszu - Alegoryzacja skutków huraganu - Antropomorfoza - Chmury typu Cirrus, Niebiańskie Łabędzie - Urvaçî - Demon Chmur Burzowych - Vritra i Râkshasas - Opowieść o Brahminie i Râkshasas

Wątek przemieniania się w zwierzęta jest integralną częścią każdego systemu mitologicznego.
Greccy bogowie zwykli przemieniać się w zwierzęta, aby w tej postaci poruszać się szybciej, bezpieczniej i bardziej skrycie niż w ludzkiej postaci.
W mitologii Skandynawskiej, Odyn zamieniał się w orła, a Loki w łososia.
Religie Wschodu zaś obfitują w liczne opowieści o przemianach.

Linia rozgraniczająca to od ideii wcielania się duszy zwierząt w ludzkie ciało, lub ludzkiej duszy w zwierzęce ciało (metempsychoza) jest bardzo wąska.

Doktryna metempsychozy opiera się na przekonaniu o odmienności ludzi od zwierząt.
W czasach starożytnych istniała wiara w posiadanie dusz przez zwierzęta, i wierzono reguły którymi kieruje się rozum oraz instynkt są źle postrzegane, lub są niczym puzzle, których człowiek nie zdoła ułożyć.

Ludzka dusza wraz z swą świadomością zdaje się być czymś idealnym w swym stanie przed stworzeniem i narodzinami, i wedle twierdzeń metempsychozy, podążamy tęskniąc i poszukując swą duszą za źródłem z którego wywodzi się nasza świadomość, traktując swe sny i halucynacje jako przebłyski pamięci, odnoszące się do zapamiętanych zdarzeń które miały miejsce w poprzednim stanie naszego istnienia.

Współczesna filozofia wznawia owe rozważania, i stara się dostrzegać w człowieku wynik doskonałego rozwój niższych organizmów.

Po śmierci zjawisko przemiany dotyczącej duszy zdaje się trwać nadal.
Wydaje się ona albo być wchłaniana do rozumu, Brahma, do bóstwa, lub schodzi do poziomu stworzenia, i jest wcielana do rodzącego się zwierzęcia.
Tak więc też doktryna metempsychozy kładzie stanowczy nacisk na aspekty nagrody i kary, stanu duszy po śmierci w zależności od jej dokonań w trakcie życia.
Dzicy i krwiożerczy ludzie są skazywani na tułaczkę, jak w przypadku Lykaona, wcielani w ciało dzikiego zwierzęcia: dusza tchórza wchodzi w ciało zająca, a pijaka lub obżartucha w ciało świni.

Inteligencja która ujawnia się u zwierząt jest bardzo zbliżona do ludzkiej w trakcie dzieciństwa i młodości na świecie, stąd też nie powinno nas dziwić to, że nasi przodkowie mieli dużą trudność w wytyczeniu granicy pomiędzy instynktem a rozumem.
I nie mogąc rozróżnić obu tych rzeczy, naturalnie wierzyli w założenia metempsychozy.

Nie było to po prostu wyobrażenie zewnętrznych różnic pomiędzy zwierzętami i ludźmi, lecz polegało na postrzeganiu zdolności, zamiłowań, cierpień, i zasmucenia jako ich własne, w zwierzęciu, co prowadziło ludzi do odkrycia w zwierzętach czegoś podobnego do ich własnego wnętrza duszy; i właśnie to, pomimo odróżniających ich od siebie, kontrastujących cech, wywoływało w ich umysłach tak silną więź sympatii, co wraz z olbrzymią siłą wyobraźni powodowało że przypisywali zwierzęciu swe własne cechy, oraz swe własne zdolności rozumowania.
Traktowano zwierzęta jako działające z tych samych powodów, jak też i kierujące się tymi samymi prawami honoru, oraz podzielające te same uprzedzenia, i im większych rozmiarów było dane zwierzę, tym bardziej było traktowane na równi z sobą.
Wybitnym przykład odnoszący się do tej sprawy znajdujemy w Sadze Finnboga, c. xi.

"Teraz musimy opowiedzieć o Finnbog'u.
Później, wieczorem, gdy ludzie spali, podniósł się, wziął swą broń, i wyruszył podążając po śladach które powiodły go do gospodarstwa mleczarza.
Jak też było to w jego zwyczaju, szybko i energicznie zaczął podążać tropem, aż dotarł do mleczarni.
Tam znalazł śpiącego niedźwiedzia, który zabił owcę, i leżał w kałuży krwii owej owcy.
Wtedy Finnbog powiedział:
'Powstań, istoto! przygotuj się na mnie; pora byś pokazał coś więcej niż tylko dreptanie nad owym owczym ścierwem.'

Niedźwiedź wstał, usiadł, spojrzał na niego i ponownie się położył.
Finnbog powiedział,
'Jeśli uważasz że jestem zbyt uzbrojony by wygrać z tobą, to zrobię to' i wziął swój hełm i odłożył go na bok obok tarczy.
Następnie powiedział 'Powstań, o ile oczywiście masz odwagę !'.

Niedźwiedź usiadł, potrząsnął swą głową a następnie ponownie się położył.
Finnbog zawołał: 'Widzę że nie chcesz abyśmy walczyli !' tak więc odrzucił swój miecz i powiedział: 'Niech będzie tak jak chcesz; teraz jeśli masz serce to powstań, a nie krąż jak opętany nad tym ścierwem owcy.'
Wtedy niedźwiedź wstał i przygotował się do walki."

Poniższa historia została zasłyszana z ust Indian Osage przez J. A. Jones, i zamieszczona w jego dziele - "Tradycjach Indian Ameryki Północnej", gdzie ukazuje on jak w całkowicie prymitywnym i barbarzyńskim umyśle zanika linia rozdzielająca instynkt od rozumu, i jak człowiek z lasu postrzega zwierzęta jako będące równe sobie samemu.

Wojownik Osage poszukiwał żony: zachwycał się schludnością i sprytem bobrów.
Tak też więc, udał się do bobrowej żeremi, aby wybrać jedną z ich rasy na żonę.
"W kącie pokoju siedziała bobrzyca czesająca głowy pewnych młodych bobrów, którym bardzo silnie zaczesywała uszy gdy nie mogły ich nadal same ułożyć.
Wojownik, a także wódz bobrów, wyszeptał do Osage że ona jest jego drugą żoną, i jest ona bardzo skłonna do irytowania się o to kiedy gdy praca będzie skończona, co pozwoli jej unikać widzenia się z sąsiadami.
Powiedziała że bobry którym czesze głowy są jej dziećmi, zaś ta która pociera im nosy i jest przyjazna, jest jego najstarszą córką.
Potem zawołał głośno: 'Żono,' powiedział, 'co mamy do jedzenia? Przybysz jest niewątpliwie głodny; zobacz, jest blady, jego oczy nie mają blasku, i jego krok jest podobny do kroku myszy.'

Nie odpowiadając mu, albowiem miała paskudny dzień, zawołała głośno, i wszedł ohydnie wyglądający bóbr.
'Wejdź,' powiedziała, ' i przynieś gościowi coś do zjedzenia'.
Następnie bobrowa dama przeszła przez małe drzwi do innego pokoju, z którego po chwili wróciła, niosąc duży kawałek pnia wierzby, który położyła do nóg wojownik i jego gościa.
Podczas gdy bóbr-wojownik przeżuwał wierzbę, i Osage udawał że czyni tak samo, poczuli chęć do rozmowy i zaczęli rozmawiać o wielu różnych sprawach, częściowo o wojnach prowadzonych przez bobry z innymi, i ich częstymi zwycięstwami odnoszonymi nad wrogami.
Opowiedział on naszemu ojcu o tym dlaczego bobry ścinają wielkie drzewa, i przenoszą je na miejsca gdzie zamierzają budować tamy; jak je umieszczają w stojącej pozycji w swych domach, i jak je układają tak, aby się zabezpieczyć przed deszczem.
Później opowiedział mu o ich zajęciach, które nastały w chwili gdy zagrzebali swą żeremię; pokój, szczęście i cisza które odnajdują gromadząc się wszystcy razem, odpoczywając od swych prac, i spędzając czas na rozmowach i ucztowaniu, kąpielach i graniu w kości oraz uprawianiu miłości.
Przez cały czas młoda bobrza dziewka siedziała naprzedziw Osage, utkwiwszy w nim swe oczy, co pewien czas przysuwając się do niego coraz bliżej, aż zbliżyła się do niego na odległość wyciągnięcia ręki; po chwili byla już jeszcze bliżej, i oplotła jego szyję, po czym najzupełniej na świecie potarła go swym puszystym futrem po policzku.
Nasz przodek, z swej strony, nieprzejawiał żadnych oznak zniechęcenia wobec obdarzania go pieszczotami, lecz odwdzięczał się z wzajemnością.
Stary bóbr widząc do czego zaczyna dochodzić, odwrócił się plecami, traktując ich jak dzieci, widząc jak sobie dogadzają.
Wreszcie, odwrócił się szybko, podczas gdy dziewka właśnie tego oczekiwała, i udawając zakłopotanie, skryła się za matką, powiedział: 'Skończmy tę błazenadę, co powiesz na poślubienie mojej córki?
Jest dobrze wychowana, i jest najbardziej pracowitą dziewczyną w wiosce.
Potarfi uklepać swym ogonem więcej ścian niż jakakolwiek inna dziewczyna naszego narodu; zdoła ściąć większe drzewo pomiędzy wchodem słońca i nastaniem nocy niż większość z sprytnych bobrów odmiennej płci.
Co zaś tyczy się jej bystrości, to spróbuj zagrać z nią w kubki (kilka kubków, w jednym przedmiot, kubki mieszane pomiędzy sobą, cel gry: wskazać kubek z przedmiotem - przyp. tłumacza), a zobaczysz kto zdobędzie mistrzostwo; odnośnie jej czystości, spojrzałeś na jej spódnicę?'
Nasz ojciec odpowiedział że nie wątpi iż jest ona pracowita i czysta, zdolna ściąć bardzo wielkie drzewo, oraz używać swego ogona w pożyteczny sposób; albowiem kocha ją bardzo i pragnie by została ona matką dla jego dzieci.
I zawarto wtedy zaręczyny."


Owe dwie historie, jedna zaczerpnięta z Islandzkiej sagi, druga zaś z tradycji ludowej Indian Ameryki Północnej, ukazują w sposób jednolity, zgodność panującą w wierzeniach prymitywnych ludów odnoszącą się do przekonania o istnieniu duszy u ludzi oraz i u zwierząt.
Te same uczucia skłaniają do działania zarówno ludzi jak i zwierzęta, zaś jeśli ich czyny są odmienne i do siebie niepodobne, to jest spowodowane różnicami w ich rodzaju i gatunku.
Dusza w swej naturze jest identyczna, lecz zewnętrzne zachowania ciała są odmienne.

Przez wielu prostych, a także wykształconych ludzi, ciało jest najczęściej traktowane jako ubiór który jest zarzucony na duszę.
Buddyści postrzegają ową jednolitość jako samodzielnie istniejącą duszę, i ciało które nie jest z nią związane w jednolity sposób, i które to niczym ubranie można ubrać i zdjąć.
Dusza istnieje jako duch; dla wygody przybiera ona ciało; czasami jest ono ludzkie, a czasami zwierzęce.
Ponieważ dusza ulega rozwojowi duchowemu, to zwierzęca forma staje się coraz bardziej szlachetna.
Budda samodzielnie przeszedł różne stany istnienia; w jednym był królikiem, a jego dusza zaczynała nabierać szlachetnych cech, wiodących go do samopoświęcenia, dzięki któremu to mógł pomógł wyzdrowieć Indra, który to, pod postacią starca, zapragnął jego jedzenia i schronienia.
Buddyści traktują zwierzęta z pietyzmem i czcią; nasi przodkowie mogą zasiedlać ciało woła pociągowego, lub też przodkowie mogą biec przy nim szczekając, i merdając ogonem.
Gdy popadł w ekstazę, jego dusza opuściła na chwilę ciało, odrzucając owe ubranie z krwii i kości, aby ponownie powrócić do niej wraz z wyjściem z stanu transu.
Niemniej jednak, ideaa ta nie jest wyłącznie ideą Buddystów, lecz jest powszechnie spotykaną ideą.
Duch lub dusza wydaje się być uwięziony w ciele, niemniej ciało jest latarnią z której rozbłyskuje światło duchowe, "przekupne ciało" jest przekonane o "uciskaniu duszy" i dusza jest niezdolna do osiągnięcia doskonałej szczęśliwości dopóki jest uciskana przez owe ziemskie okowy.
Głowa traktuje członki ciała jako zbiór instrumentów używanych przez duszę aby widzieć, słyszeć, odczuwać, itp. w sposób podobny do tego w który używamy lunet, lub kul inwalidzkich i które to mogą być odrzucone bez szkody dla naszej osobowości.

Jakiś czas temu Mr. J. Holloway, z Bank of England, brat grawera o tej samym nazwisku, donosił o swych własnych przeżyciach, których doznał pewnej nocy w łóżku, gdy nie mogąc spać, wpatrywał się zamyślony z niespotykaną siłą w jedną z pięknych gwiazd które obserwował przez okno, gdy nagle jego dusza uwolniła się z ciała i wzniosła się do gwiazd.
Lecz nagle ogarnęła go obawa przed zaniepokojeniem i zmartwieniem swej żony, gdyby znalazła ona jego martwe ciało obok niej, i pomimo trudności, powrócił z powrotem do swego ciała.
Opisał swój powrót jak powrót z światła do ciemności, i w czasie gdy jego duch był wolny, przebywał naprzemian w świetle lub ciemności, w zależności od tego czy rozmyślał nad żoną czy nad gwiazdą.

Większość popularnych mitologii w różnych cześciach świata, traktuje duszę jako więźnia ciała, i jej uwolenie wiąże się z uwolnieniem się od "ciężaru" ciała.
To, czy dusza jest w pełni zdolna do działania lub wyrażania się w sposób samodzielny poza ciałem, bardziej niźli zagadnienie dotyczące tego czy ogień jest zdolny stworzyć tkaninę nie używając kotła i maszyn, jest pytaniem które nie gości w umysłach prostego ludu.
Niemniej jednak, możemy zauważyć że religia chrześcjańska jest jedyną religią która traktuje ciało na równi z duszą, i daje nadzieję na uszlachetnienie i wskrzeszenie, o której to nadziei nie śniono w żadnym systemie mitologicznym.

Lecz popularne jest wierzenie, utrzymane w duchu najbardziej dobitnych świadectw wynikających z Pisma św., polegające na przekonaniu że dusza jest zniewolona tak długo, jak długo jest zjednoczona z ciałem, co jest poglądem całkowicie zgodnym z Buddyzmem.

Jeśli ciało jest klatką, tak jak to uważa pewien poeta [VAUGHN, Sitex Scintillans.] dla naszego własnego "ja" które to z niej przemawia, i w której to klatce przebywa uwięziona dusza, to bardzo możliwe jest aby dusza potrafiła zmienić swą klatkę.
Jeśli ciało jest "odzieniem" duszy, jak to głoszą buddyści, to możliwym jest że czasami dusza może zmieniać swe "odzienie".

Jest to oczywiste, stąd też pojawiły się niezliczone opowieści o przemianie i wędrówce dusz, zaś opowieści owe możemy usłyszeć na całym świecie.
Jest to te same postrzeganie ciała jako ubrania dla duszy, jakie wzięliśmy od naszych Teutońskich i Skandynawskich przodków, i ujawnia się ono nawet w etymologii słów leichnam, lîkhama, używanych na określenie ciała nie posiadającego duszy (bezdusznych).

Poruszyłem już sprawę nordyckiego terminu hamr, i teraz skupię się nad dalszych wywodach dotyczących tej sprawy.
Słowo hamr występuje u Anglo-Saksonów jako hama, homa, u Saksonów jako hamo, w dawnym języku górali niemieckich (Althochdeutsch) występuje jako hamo, w staro-francuskim jako homa, hama, u Gotów zaś powiązane z nim są liczne wyrażenia: gahamon, ufar-hamon, ana-hamon, {Greckie e?ndúesðai}, {Greckie e?pendúesðai}; and-hamon, af-hamon, {Greckie a?pekdúein} {Greckie e?kdúesðai?} jest też i w starym języku górali niemieckim (Althochdeutsch) jako hemidi, i w współczesnym Hemde, co oznacza część garderoby.

Patrząc na wyrażenia złożone związane z tym słowem, znajdujemy wiele układów językowych w których skład ono wchodzi, są to kompozycje takie jak lîk-hagnr, w staro-nordyckim; w starym języku górali niemieckich lîk-hamo, u Anglo-Saksonów lîk-hama, i flasc-hama, staro-saksońkim, lîk-hamo, współczesnym niemieckimLeich-nam, co oznacza ciało a zarazem też ubranie z mięsa; cielistą powłokę, szczególnie że ciała ptaków są nazywane w języku staro-nordyckim fjaðr-hamr, w Anglo-Saksońskim feðerhoma, w staro-saksońskim fetherhamo, lub też upierzeni /pokryci pierzem i ciała wilków są nazywane w staro-nordyckim ûulfshamr, zaś ciała fok w języku Faroëse określa się terminem kôpahamr.
Znaczenie starego czasownika að hamaz jest teraz oczywiste; oznacza on przechodzenie z jednego ciała do drugiego, i hama-skipti jest określeniem używanym wobec wędrówki dusz.
Sposób wedle którego zachodzi owa wędrówka polega po prostu na ubraniu swego ciała w skórę zwierzęcia do którego dusza ma się przenieść.
Gdy Loki, północny bóg zła, wyrusza w poszukiwaniu skradzionej Idunn, pożycza od bogini Freyja jej sokole ubranie, i dzięki niemu staje się sokołem.
Thiassi ścigany po opuszczeniu Thrymheimr, pierw przywdziewa na siebie orle przebranie, dzięki czemu staje się orłem.

Aby móc odszukać zagubiony młot Thora, Loki ponownie pożyczył od Freyja jej pierzaste ubranie, i gdy leciał daleko w tym przebraniu, pióra wydawały dźwięk podobny do odgłosów powiewu wiatru(fjaðrhamr dunði).

W podobny sposób Cadmon mówi o złych duchach fruwających w swych pierzastych przebraniach: "þät he mid feðerhomon fleôgan meahte, windan on wolkne" (Gen. ed. Gr. 417), oraz o aniołach: "?"þuo þar suogan quam engil þes alowaldon obhana fun radure faran an feðerhamon" (Hêlj. 171, 23), używając charakterystycznego wyrażenia gdy mówi o ptakach: "farad an feðarhamun"
(Hêlj. 50,11).

Dusza, w pewnych przypadkach, jest zdolna do samodzielnego uwolnienia się z ciała i wejścia w zwierzę lub człowieka oraz pozostania w tej formie, dając przy tym początek mitom w wielu różnych systemach teologicznych.

U Finów i Lapończyków nie jest niczym niezwykłym że magicy popadają w stan katalepsji, i podczas jego trwania, wierzą że ich dusza wędruje przyjmując formę cielesną, najczęściej w tym celu przybierając postać zwierząt.
Omówiłem owe przypadki w poprzednim rozdziale.
Ta sama doktryna jest widoczna w większości przypadków lykantropii.
Pacjent jest w stanie transu, jego ciało obserwowane, i leży ono nieruchomo, lecz jego dusza wędruje do ciała wilka, ożywiając je lub pobudzając do życia, i zawierając się w nim dokonuje swych wędrówek.
Ciekawa baskijska opowieść ukazuje nam to zjawisko u dziwnych mieszkańców Turanian, odciętych przez zalew narodów Aryjskich, od wszelakich innych członków ich rodziny etnicznej, dzięki czemu zdołali zachować swe zabobony i wierzenia.
Pewnego razu myśliwy tropił niedźwiedzia wśród szczytów Pirenejów, gdy nagle niedźwiedź zaszedł go od tyłu i zgniótł go na śmierć, lecz nie myśliwy nie umarł natychmiast po zadaniu mu śmiertelnej rany.
Gdy myśliwy umierał, przeniósł swą duszę do ciała niedźwiedzia, i odtąd przemierza góry pod postacią niedźwiedzia.

Jedna z opowieści z Sanskryckiej księgi opowiadań, Pantschatantra, dostarcza nam niezbitych dowodów na to że w Indiach wierzono w metempsychozę, tak też więc pokuszę się o przytoczenie tutaj streszczenia tej opowieści.

Pewnego dnia król przejeżdżał przez rynek miasta, gdy zaobserwował garbatego błazna, którego pokrzywienie oraz żarty jakie czynił, doprowadzały świadków jego błazeństw do wybuchów śmiechu.
Rozbawiony tym towarzyszem, król przywiódł go do swego pałacu.
Krótko po usłyszeniu o owym klaunie, nekromanta nauczył monarchę sztuki wysyłania duszy z swego ciała do ciał innych osób.

Jakiś czas po tym zdarzeniu, monarcha, pragnący sprawdzić w praktyce nowo nabytą wiedzę, wyruszył do lasu w towarzystwie swego błazna, który, jak sądził, nie wysłuchał lub nie zrozumiał lekcji udzielanych królowi przez nekromantę lekcji.
Napotkali ciało Brahima leżącego w głębi dżungli, gdzie umarł z pragnienia.
Król zszedł z konia, odprawił niezbędne obrzędy, i natychmiast jego dusza przeszła do ciała Brahima, zaś jego własne ciało legło martwe na ziemi.
Niemniej, w tej samej chwili, garbus opuścił swe ciało, i zajął ciało króla, na pożegnanie krzycząc do przerażonego monarchy, i zawrócił do pałacu, gdzie został przyjęty z królewskimi honorami.
Lecz niedługo po tym jak królowa i jeden z ministrów odkryli zagubionego szaleńca, i kiedy dawny król a obecnie Brahim, dotarł do nich i opowiedział im swą historię, zawiązano spisek mający na celu odzyskanie jego ciała.
Królowa zapytała swego fałszywego męża czy jest możliwe by sprawić że jej papuga zacznie mówić, i w ów tej chwili ulegając jej urokowi, obiecał sprawić iż papuga przemówi.
Porzucił swe ciało w ustronnym miejscu, i wysłał swą duszę aby zasiedliła papugę.
Prawdziwy król natychmiast wyskoczył z ciała Brahima i powrócił do swego prawdziwego ciała, i gdy tylko to zrobił, to natychmiast dobiegł do królowej, i skręcił kark papudze.

Ale prócz doktryny metempsychozy, która wypływa z bogatych matczynych opowieści, są też i inne opowiadania należące do powszechnej mitologii która obfituje w opowieści o przemianie.
Pośród licznych przesądów i zabobonów odnoszących się do przemiany, trzy formy cielesne zdają się oddziaływać najbardziej - są to postać łabędzia, postać wilka, i postać węża.
W wielu opowieściach o owych przemianach, wyraźnie widoczne jest że osoba która się przemienia i potrafi zmienić swój kształt, otaczana jest najwyższym szacunkiem, jako będąca bytem wyższego rzędu - boskiej natury.
W krajach chrześcjańskich, wszystko co było związane z mitologiami pogańskimi, było uznawane przez kler za podejrzane, i wszelakie cudowne moce nie uznawane przez kościół były przypisywane złu.
Pogańscy bogowie stali się diabłami, i cuda związane z nimi, traktowano jako przejawy działania sił piekielnych.
Przypadki przemiany które ukazywały potęgę mocy starożytnych bogów, były w czasach chrześcjaństwa traktowane jako przypadki wiedźmiarstwa i odprawiania czarów.
Tak więc też, opowieści o przemianach zaczęto źle kojarzyć, i osoby u których umiejętność zmiany kształtu nie oznaczała już więcej boskości i niebiańskiego pochodzenia, które to należało szanować i oddawać im cześć, zaczęto traktować jako żałosne wiedźmy zasługujące na spalenie na stosie.

W pierwotnym i prymitywnym świecie, gdzie źle postrzegano naturalne zjawiska przyrodnicze, wyrażenia które wydają się dla nas poetyckie, miałe prawdziwe znaczenie.
Gdy mówimy o przetaczającym się grzmocie, używamy wyrażenia które nie odnosi się do żadnej innej idei, niż pewne podobieństwo pomiędzy obserwowanych huków a odgłosami powozu; lecz dla niewykształconych i nieoświeconych umysłów było to coś więcej.
Prymitywni barbarzyńcy nie znali przyczyny powstawania grzmotów, i porównawszy ich odgłosy do odgłosów kół, stwierdzali że to krążące boskie rydwany, lub niebiańskie duchy grające w kręgle.

Mówimy o wełnistych i pierzastych chmurach, ponieważ wydają się one nam być miękkie i jasne niczym wełna, ale pierwotni ludzie dokonując tego samego rodzaju porównania, wierzyli że jasne chmury są wełną niebiańskich owiec.
Czasami także mówimy że chmury lecą: prymitywni ludzie podobnie używali tego samego określenia, gdy spoglądali na zachmurzone niebo, i dostrzegali na nim łabędzie przemierzające niebiańskie jezioro.
Podobnie też, zimą dostajemy gęsiej skórki i ciągnie nas do ogniska, trzepoczącego się na wietrze który zawodzi wokoło naszego domu, i nie przypuszczamy aby wiatr miał głos.
Dzicy i prymitywni ludzie sądzili jednak że wiatr ma głos, i ponieważ wilki i psy wyją, a wiatr zawodzi, to wnioskowali że zimowe burze są nocnymi sforami, lub potwornym wilkiem, przemierzającym okolicę po zapadnięciu zimowego zmroku, w poszukiwaniu zdobyczy.

Wraz z używaniem tego systemu wyjaśnień działań natury poprzez porównania wobec świata zwierzęcego, powstawały innego rodzaju wnioski w prostych umysłach prymitywnych ludzi.
Stada które zabłądziły w niebiosach nie były ziemskimi owcami, lecz należały do bytów duchowych, i czasami wręcz same były duchami; łabędzie które odlatywały w siną dal, lecąc najdalej i najwyżej ponad szczytami Himalajów, nie były zwykłymi łabędziami, lecz były boskimi i niebiańskimi łabędziami.
Wilk który wył tak dziko podczas długich zimowych nocy, oraz watachy wilków, których wycie brzmiało trzęsąc czarnymi lasami, nie były zwykłymi wilkami i watachami wilków, lecz wypuszczonymi z domu boskimi łowcami, i one były cudownymi i zadziwiającymi, nadnaturalnymi bytami boskiej rasy.

I tak też, chmury mogły stawać się łabędziami, łabędzie obłoki traktowano zaś jako boskie byty, valkyrie, apsaras, itp. postrzegane przez śmiertelników w swych pierzastych ubraniach, lecz ukazujące wobec bogów jako panny i dziewczyny.
Wicher wiejący podczas burzy uważano za wilka, następnie brano go za burzowego boga który cieszył się polowaniem na ziemi pod postacią wilka.

Wspomniałem także o postaci węża, będącej jedną z najbardziej ulubionych postaci w mitologii.
Starożytni ludzie ujrzeli rozwidloną i zakręconą błyskawicę, i traktowali ją jako niebiańskiego ognistego węża, węża posiadającego boskie moce, będącego bytem boskim, ujawniającym się ludziom pod tą postacią.
U Indian Ameryki Północnej, błyskawice traktuje się jako wielkiego węża, zaś grzmot porównuje się do jego syczenia.

"Ah!" zawołał Magdeburski wieśniak do Niemieckiego profesora, podczas grzmotów burzy, gdy oślepiające rozwidlone błyskawice uderzały w ziemię, "jakież to wspaniałe węże!".
Podobieństwa owe znajdujemy także u Greków.

{Greckie é!likes d? e?klámpousi steroph~s ksápuroi}.
Asch. Prom. 1064.

{Greckie drákonta pursónwton, ó!s á?platon a?mfeliktòs
é!lik? e?froúrei, ktanw'n
}.
Eurip. Herc. F. 395.

Także wedle Arystotlesa, {e!likíai} są błyskawicami, {Greckie grammoeidw~s ferómenoi}.

Rzeczą trudną byłoby dla nas zapomnieć lub oduczyć się wszystkiego co wiemy co naturze zjawisk meteorologicznych, tak samo trudno byłoby przyglądać się przemianom atmosferycznym nie wiedząc nic o prawach które nimi rządzą, stąd też jesteśmy skłonni traktować owe wyjaśnienia popularnych mitów i legend w sposób który ukazałem powyżej, jako rzeczy fantastyczne i nierealne.

Lecz dla starożytnych wszystkie rozwiązania i wyjaśnienia dotyczące naturalnych spraw były doraźne, i jest to przyczyną niepowodzenia prób wyjaśniania owych zjawisk na podłożu zjawisk nadprzyrodzonych, do czego dochodzimy próbując odkryć ich prawdziwą interpretację.

Wśród pospolitego ludu istnieje nadal wielka liczna rozmaitych pozostałości po mitologii, i są one używane do wyjaśniania tajemnic zjawisk atmosferycznych.
Pewnego dnia, pewna dziewczyna z Yorkshire, gdy została zapytana dlaczego nie boi się grzmotów, odpowiedziała że dlatego, iż są one jedynie głosem jej Ojca; cóż ona mogła wiedzieć o zassysaniu powietrza do próżni powstałej po przepływie prądu elektrycznego?
Dla niej grzmoty błyskawic były głosem Wszechmocnego.
W północnych Niemczech wieśniacy nadal mówiąc o grzmotach, uważają że to aniołowie grają w kręgle, a o śniegu, że jest on strzepywany z pierzyn w niebie
.
Mit o smoku jest jednym z najbardziej przyjętych i zakorzenionych, możliwe iż bardziej od innych, sposobem utożsamienia zjawisk meteorologicznych, i przedstawia on dla nas przejście z zoomorfizmu (teriomorfizmu) do antropomorfizmu.

Smok w popularnych mitologiach był niczym innym jak grzmotem burzy, nadciągającym zza horyzontu, gwałtownie się roznoszącym, wiejadłem, czarnymi skrzydłami pokrywającymi niebo, ciskającymi poza siebie rozwidlone ogniste języki, i ziejącym ogniem.
W słowackich legendach, smok przesypia zimę w górskich jaskiniach, lecz wraz z przesileniem wiosennym, wyrywa się z jaskiń.
"W chwilę niebo pociemniało i stało się czarne jak smoła, rozświetlane jedynie przez ognie któr błyszczały z smoczego pyska i smoczych oczu.
Ziemia zadrżała, kamienie z hukiem zaczęły się osypywać po zboczach do dolin.
Z prawa na lewo, i z lewa na prawo, smok uderzał swym ogonem, obalając sosny i buki, rozłupując je na drzazgi.
Wypróżniał z siebie tyle wody, że sprawił iż górskie potoki się zapełniły się po brzegi.
Lecz po chwili jego moc osłabła, nie uderzał więcej swym ogonem, nie wyrzucał z siebie więcej wody i więcej nie iskrzył ogniem."

Sądzę iż niemożliwym jest, aby w tym opisie nie dostrzec wiosennej burzy.
Lecz by uczynić to bardziej wyraźne dla niewykształconych umysłów, traktowano taką burzę jako smoka.
Przypuszczam że poniższy cytat z "Kroniki" Johna z Brompton's zdoła przekonać nawet największych sceptyków:
"Inną nadzwyczajną rzeczą jest ta, która miała miejsce podczas pewnego miesiąc w Zatoce Satalia (na wybrzeżu Pamfilii).
Pojawił się tam wielki czarny smok który przybył w chmurach, i opuścił swój łeb do wody, podczas gdy jego ogon zdawał się być zwrócony ku niebu; i smok tak mocno zassysał wodę podczas jej picia, z tak wielką łapczywością, że jeśli jakiś statek, nawet wypełniony ludźmi lub ciężkim załadunkiem, byłby w jego pobliżu podczas gdy on pił, to byłby zassysany i uniesiony wysoko w górę.
W celu uniknięcia tego niebezpieczeństwa, co stało się niezbędne wraz z chwilą gdy spostrzegli je ludzie, zaczęto natychmiast czynić wielki hałas, i uderzając młotami w kawałki blachy, tak aby smok, słysząc ów hałas, i wrzaski krzyczących ludzi, wycofał się i oddalił.
Niemniej jednak, niektórzy ludzie twierdzili iż nie jest to smok, lecz słońce zachodzące ponad powierzchnią morza; co wydaje się być bardziej prawdopodobne."

[Apud TWYSDEN, Hist. Anglica Script. x. 1652. str. 1216.]

Tak właśnie John z Brompton's próbował wyjaśnić trąbę powietrzną.

W mitologii greckiej burzowy smok zaczął ulegać antopomorfozie.
Typhśus był synem Tartara i Terry; burza nadciągająca z horyzontu mogła się przypuszczalnie wydawać wychodzącą z łona ziemi, i ta właściwość rozstrzygała w sposób dostateczny o jej pochodzeniu.
Typhśus, trąba powietrzna lub tajfun, miał setki smoków lub wężowych głów, długich pokręconych chmur nadciągających tuż przed nadejściem chmur huraganu.
Zionął on ogniem, którym były błyskawice wypuszczane przez chmury, a jego ryk był podobny do wycia dzikich psów.
Typhśus wznosił się ku niebu aby walczyć przeciwko bogom, którzy odlatywali z nigo w różnych rozmaitych postaciach i kształtach; któż nie widział w tym wspinaniu się na niebo huraganu skradającego się do niebios, i w wielu latających bogach, wiele przelotnych skrawków białych chmur które widziano dryfujące po niebie przed wybuchem burzy!
Typhśus, jak donosi nam Hezjod, był ojcem wszystkich złych wichrów, niszczących poprzez ulewy i nawałnice, które to tak naprawdę u Greków byly określane grecką nazwą laílaps, przynoszących szkody rolnikom i stanowiących niebezpieczeństwo dla podróżników.

{w języku greckim:
?Ek dè Tufwéos é?st? a?némwn ménos u!gròn á?eptwn,
nósfi Nótou Boréw te, kaì a?rgéstew Zefúrou te.
oí! ge mèn e?n ðeófin geneh`, ðnhtoïs még? ó?neiar.
ai! d? á?llai mapsau~rai e?pipneíousi ðalassan.
ai! d? h?'toi píptousai e?s heroeideá pónton,
ph~ma méga ðnhtoi~si, kakh~j ðúousin a?éllhj.
á?llote d? á?llai a?eísi, diaskidna~si te nh~as,
naútas te fðeírousi. kakou~ d? ou? gígnetai a?lkh`
a?ndrásin, oí! keínhjsi sinántwntai katà pónton.
ai! d? aû? kaì katà gai~an a?peíriton, a?nðemóessan
é?rg? e?ratà fðeírousi xamaigenéwn a?nðrw'pwn,
pimpleu~sai kóniós te kaì a?rgaléou kolosurtou~
}
Hezjod. Theog. 870, seq.

Zarówno u współczesnych Greków, jak i w litewskich wierzeniach ludowych, smok lub jaszczurowcach stał się potworem, olbrzymim człowiekiem posiadającym nieliczne pozostałości po smoczych atrybutach.
Von Hahn, w swym Griechische und Albanesische Märchen, zawarł wiele opowieści o smokach, i w wszystkich zagubione zostały dawne cechy, i jaszczurowiec stał się po prostu olbrzymim człowiekiem z magicznymi i nadludzkimi zdolnościami i mocami.

Tak samo jest pośród litewskiego chłopstwa.
Smok chodzi na dwóch nogach, mówi, romansuje z kobietami, i żeni się z nimi.
Zachowuje swe diabelskie usposobienie, lecz pozbywa się swej wielkości i skrzydeł.

Taka zmiana miała też miejsce w powszechnym pojmowaniu smoka, będącego uosobieniem burzy.
Podobna zmiana miała miejsce w legendach o łabędzich dziewicach i wilkołakach.

W starożytnej indyjskiej mitologii Wedów, apsaras były niebiańskimi dziewicami które wędrowały na granicy pomiędzy ziemią a słońcem.
Ich nazwa, oznaczająca "bezkształtne" lub "te które wchodzą do wody" jest niejasna; prawdopodobnie wywodzi się ona od wyrażeń wobec białych, pierzastych chmur typu cirrus, stale zmieniających swój kształt, i oczywiście płynących niczym łabędzie po niebieskim morzu nieba.
Owe apsaras, zgodnie z wierzeniami z Wed, uwielbiały zmieniać swą postać, pojawiając się zazwyczaj jako kaczki lub łabędzie, czasami zaś pod ludzką postacią.
Dostawały za kochanków i mężów dusze bohaterów.
Jednym z najbardziej uroczych mitów wczesno-indyjskich jest opowieść o jednej z apsaras - Urvaçî.
Urvaçî kochała Puravaras i zgodziła się aby zostać jego żoną, postawiła mu jednak przy tym warunek polegający na tym że nigdy nie ujrzy jej nagiej.
Byli z sobą razem kilka lat, nim niebiańskie towarzyszki Urvaçî zadecydowały że musi ona powrócić do nich.
Odpowiednio oczarowały Puravaras otaczając jego łoże ciemnością nocą, i potem jako błyski błyskawic zbliżające się do niego, przybliżyły go do niej, będącej nagiej, jego żony, która została zmuszona pozostawić go.
Zaczął jej poszukiwać, będąc przepełniony smutkiem po jej utracie, i znalazł ją gdy pływała daleko od brzegu w wielkim stawie wypełnionym lotosami, pod postacią łabędzia.

Co prawda, historia ta nie wnosi nic odkrywczego, lecz pozostaje pewnym rodzajem próby tłumaczenia zjawisk natury, tak więc uważam ją za bardziej niż prawdopodobną, z uwagi na to iż znajdujemy ją na całym świecie w kilku różnych wersjach.
Ponieważ każde odgałęzienie Aryjczyków posiada historię, lub jej ślady, z których wywnioskować można iż niewątpliwie wierzono w łabędzie dziewice, które pływają po niebiańskim morzu, i które to czasami wychodziły za mąż za szczęściarzy którym udało się skraść ich pierzaste odzienie, i wierzenie to można określić jako integralną część starego systemu mitologicznego rodziny Aryjskiej, zanim rozdzieliła się ona na mieszkańców Indii, Persów, Greków, ludy Łacińskie, Rosjan, Skandynawów, Teutonów i inne grupy.
Lecz może to wierzenie być owiele bardziej powszechne, jako że znajdujemy nie tylko u plemion Aryjskich, i nie mających kontaktu z europejskimi lub indyjskimi wierzeniami - jak np. u Samojedów i Indian Amerykańskich - i jest nawet możliwe iż ta historia mogła wywodzić się z tradycji pochodzącej z czasów pierwszych ludzkich plemion.

Niemniej pora już abyśmy pozostawili wątek letnich chmur pierzastych typu cirrus, i skierowali się ku chmurom z których rodzą się burze i deszcze.
Są one przedstawiane w mitologii starożytnych Indii jako Vritra lub Râkshasas.
Na początku kształt owych demonów jest niepewny i niejasny.
Vritra jest często używaną nazwą stosowaną wobec chmur, zaś kabhanda, stara nazwa chmur deszczowych, w późniejszych czasach stała się nazwą diabła.
O Vritra, które otaczały góry mgłą, mówi się "Nadciągnęła ciemność zatrzymująca wodę, góry legły w brzuchu Vritra."
Poprzez swą stopniowość, Vritra wyróżnia się wybitnie jako demon, i jest ona opisywana jako "pożeraczka" o gigantycznych proporcjach.
W ten sam sposób Râkshasas nabywa cielesną formę i inwidualność.
Jest ono bezkształtnym olbrzymem "niczym chmura" z czerwoną brodą i czerwonymi włosami, z których wystają kły, gotowe rozszarpać i pożreć ludzkie mięso.
Jego ciało jest pokryte grubymi, szorstkimi i najeżonymi włosami, paszcza jest rozwarta, kroki podczas marszu chwiejne, pragnie ludzkiego ciała i krwii aby zaspokoić swój dotkliwy głód i ugasić prześladujące go pragnienie.
Wraz z bliżnaniem się do zmroku, jego siła wzrasta kilkakrotnie.
Może zmieniać swą postać gdy tylko tego zechce.
Nawiedza lasy i wędruje poprzez dżunglę wyjąc przy tym; w skrócie mówiąc - są one dla Hindusów tym, czym wilkołak dla Europejczyków.

Pewien las był nawiedzany przez Râkshasas; pewnego dnia dotarł on do Brahima, i pewnego dnia wskoczył mu na ramiona, i chwytając się go kurczowo, oświadczył "Hej! idę razem z tobą!"
I Brahim, trzęsąc się ze strachu, podążał razem z nim.
Ale kiedy Brahim spostrzegł, że stopy Râkshasa są delikatne niczym pręciki lotosu, zapytał się go, mówiąc: "czemu masz takie słabe i wątłe stopy"?
Râkshasa odpowiedział: "nigdy nie chodzę i nie dotykam ziemi swymi stopami.
Złożyłem obietnicę iż tego nie uczynię."
Następnie doszli do wielkiego stawu.
Gdy Râkshasa poprosił Brahima aby zaczekał na brzegu w czasie gdy on się będzie kąpał i modlił do bogów.
Ale Brahim pomyślał sobie: "Kiedy skończy się modlić i kąpać, rozerwie mnie na strzępy swymi kłami i zje mnie.
Przysiągł że nie będzie chodzi; błyskawicznie powinienem uciec!" tak też Brahim uciekł daleko, i Râkshasa z strachu przed złamaniem swej przysięgi, nie ścigał go.
(Pantschatantra, v. 13.)
Podobne opowieści są także w Mahâbhârata, xiii., i w Kathâ Sarit Sâgara, v. 49-53.

Omówiłem w sposób wystarczający to jak ukazywano naturalne zjawiska w opowieściach mitologicznych, i to w jaki sposób owe opowieści zaczęły stopniowo tracić na wartości, i zostały zdegradowane do poziomu powszechnych przesądów i zabobonów.
Ukazałem także zarówno doktrynę metempsychozy, jak też mitologiczne wyjaśnienia zmian meteorologicznych które zaskutkowało obfitością przeróżnych opowieści, a pośród różnych i popularnych wątków, także też i popularnym i rozpowszechnionym zabobonom i wierzeniom związanym z lykantropią.
Przejdę teraz od mitów do historii, i zajmę się przypadkami krwiopijczej żądzy, okrucieństwa oraz kanibalizmu.



Powrót do Księgi Wilkołaków







ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Kontakt | Zgłoś Błąd | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net
Wyszukiwarka zasobów Portalu Mrooczlandia
Internationale: Российская Федерация | English language | Deutsche Sprache | China | Lingvo Internacia

Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©