Portal Mrooczlandia



Reklama charytatywna:
Stowarzyszenie Empatia

[ Księga Wilkołaków ]

Rozdział XI.
Marszałek De Retz cz. I: Zbadanie oskarżeń.

Wprowadzenie - Historia Gillesa de Laval - Zamek Machecoul - Poddanie się Marszałka - Przesłuchanie świadków - List De Retz'a - Ociąganie się Księcia Brytani - Biskup Nantes

Historia człowieka którego imieniem zatytułowałem nagłówek tego rozdziału, zostanie tutaj przytoczona i szczegółowo omówiona, w sposób w który jak sądzę nigdy nie zostałaby ona w pełni przedstawiona na terenie Anglii.
Imię Gilles de Laval może być dobrze znane, albowiem skrawki jego krwawej historii pojawiają się w wielu biografiach, lecz owe nawiązania są bardzo niepełne, albowiem powstały na podstawie bardzo skąpych materiałów i źródeł.
M. Michelet jako jedyny ośmielił się upublicznić wiedzę o przestępstwach których dopuścił się marszałek Francji i jego doniesienia były aż tak wielce straszliwe, jak to do czego nawiązuje w swych słowach M. Henri Martin mówiąc: "ta epoka żelaza, która zdawała się być niezdolna na poruszenie potwornością wszelakiego zła, nagle została ogranięta paniką i przerażeniem."

M. Michelet pozyskał swe informacje z zapisków które opisywały daną sprawę, sporządzonych na polecenie Ann z Brytani, a znalejzionych w Bibliotece Imperialnej.
Orginalne dokumenty pochodzą z biblioteki w Nantes, i większa ich część została zniszczona podczas Wielkiej Rewolucji w 1789 roku.
Niemniej jednak, została przeprowadzona wobec nich wnikliwa i ostrożna analiza, i owe cenne streszczenie, które było niedostępne dla M. Michelet, wpadło w ręce M. Lacroix, znakomitego francuskiego antykwariusza, który opublikował biografię marszałka na podstawie informacji które zdołał z owe streszczenia pozyskać, i to właśnie jego dzieło, będące najbardziej kompleksowym i szczegółowym opracowaniem dotyczącym danej sprawy jakie się do tej pory pojawiło, toteż będę na nim bazował w kilku kolejnych rozdziałach.

"Nawet najbardziej potwornie zdeprawowana wyobraźnia" powiedział M. Henri Martin, "nigdy nie zdoła zrozumieć tego co odsłoniło owe śledztwo."
M. Lacroix został zmuszony do utajnienia wielu z rzeczy które ujawnił, więc się nad nimi skupię.
Niemniej jednak, postaram się tutaj w pełni ukazać owe pamiętne śledztwo które przedstawiało prawdopodobnie najbardziej przerażające rzeczy i czyny jakich dokonano w owych czasach i historii świata.
W trakcie roku 1440, po Bretanii rozeszła się straszliwa wieść, która szczególnie rozpowszechniła się w dawnych posiadłościach rodu de Retz, które rozciągały się na od południowej Loire przy Nantes do Paimbouf, donosząc, iż członek najsławniejszej i najpotężniejszej rodziny szlacheckiej w Brytani, Gilles de Laval, Marszałek de Retz, był winny przestępstw o bardzo diabolicznej naturze.

Gilles de Laval, starszy syn Gay de Laval, dziedzic jego tytułu, Pana de Retz, tworzył młodą gałąź rodową znakomitego domu rodu Laval ponad starą gałęzią rodową, która była powiązana z królewską rodziną w Brytanii.
Stracił swego ojca mając dwadzieścia lat, i pozostał panem ogromnego majątku ziemskiego, który powiększył dzięki małżeństwu z Catharine de Thouars w roku 1420.
Poświęcił część swego majątku przeznaczając ją na pomoc Charles'a VII, i wzmocnieniu korony Francuskiej.
Podczas kolejnych siedmiu lat, od 1426 do roku 1433, był zaangażowany w militarnych przedsięwzięciach przeciwko Anglii; jego imię było zawsze wymieniane wraz z nazwiskami takimi jak Dunois, Xaintrailles, Florent d'Illiers, Gaucourt, Richemont, i najbardziej zaufanymi sługami króla.
Jego zasługi zostały szybko dostrzeżone przez króla, który mianował go Marszałkiem Francji.
W roku 1427, zaatakował zamek Lude, uderzając niczym burza; zabił własnymi rękami dowódcę zamku; w następnym roku odbił z rąk Anglików fortecę Rennefort, i zamek Malicorne; w 1429, wziął aktywny udział w wyprawie Joanny d'Arc podczas wyswabadzania Orleanu, oraz podczas zajmowania Jargeau, i był wraz z nią na moście, gdy została ugodzona strzałą u podnóży murów Paryża.

Marszałek, doradca, i szambelman króla uczestniczył w załatwianiu spraw publicznych, i wkrótce zyskał zaufanie swego władcy.
Towarzyszył Charlesowi do Rheims podczas jego koronacji, i miał zaszczyt nieść jego sztandar, przynosząc go przy okazji z opactwa S. Remi.
Jego mężność na polu bitwy była równie wielka, jak jego bystrość i przenikliwość podczas narad, i udowodnił iż jest zarówno doskonałym wojownikiem, jak i bystrym i skutecznym politykiem.

Nagle, niespodziewanie dla wszystkich, porzucił służbę dla Charles'a VII., i schował na zawsze swój miecz, wycofując się z aktywności w kraju.
Śmierć jego dziadka z strony matki, Jean de Craon, w roku 1432, uczyniła go nadzwyczajnie bogatym, tak że jego dochody szacowano na około 800,000 liwrów; niemniej jednak, w ciągu dwóch lat, z powodu jego nadmiernej rozrzutności, roztrwonił znaczną część swego dziedzictwa.
Mauléon, S. Etienne de Malemort, Loroux-Botereau, Pornic, i Chantolé, sprzedał Johnowi V., Księciu Brytani, jego krewniakowi, zaś inne ziemi oraz prawa senioralne przekazał Biskupowi Nates, i kapitule katedry w owym mieście.

Rozeszły się pogłoski mówiące, iż ów podział majątku i podarowanie jego części dla księcia i biskupa, miały na celu udobruchanie ich i ochronę przed konfiskatą dóbr, oraz narzucenie ekskomuniki, z powodu przestępstw o które oskarżali go ludzie szepcząc potajemnie; lecz pogłoski owe były prawdopodobnie bezpodstawne, stąd też trudno byłoby przekonać księcia o winie jego krewniaka, tak więc biskup stał się najbardziej zagorzałym prokuratorem podczas tego śledztwa.

Marszałek rzadko odwiedzał książęcy sąd, lecz częściej za to pojawiał się w mieście Nates, gdzie zamieszkiwał w Hôtel de la Suze, wraz z książęcą świtą.
Miał zawsze u swego boku straż składającą się z dwustu ludzi pod bronią, i liczną świtę pazi i giermków, osób z tytułem, kapelanów, śpiewaków, astrologów, itp. których to wszystkich sowicie opłacał.

Kiedykolwiek opuszczał miasto, lub przenosił się do innej siedziby, następował płacz biedoty, która była ograniczana podczas jego pobytu w mieście, i wraz z jego wyjazdem, wyruszała dalej. Łzy cieknęły, rzucano klątwy, długo lamentowano ku niebiosom, aż do chwili gdy ostatnia część świty marszałka opuściła okolice.
Matki gubiły swe dzieci, niemowlęta były wyrywane z kołysek, dzieciątka były niemal wyrywane z matczynych ramion, i było to znane jako smutne zdarzenia, z powodu to których nikt już więcej nie widział owych maleństw.

Lecz na żadnej części kraju cień owego lęku i strachu nie odcisnął się tak bardzo silnie i głęboko, jak na wioskach w okolicach zamku Machecoul, ponurego château, składającego się ogromnych baszt, otoczonych przez przepastne mosty i fosy, miejsce zamieszkiwane przez Do Retz, stanowiące ponury i nieprzyjemny widok.
Ta forteca zawsze była w stanie oprzeć się oblężeniu: podnoszono opuszczane mosty, opuszczano kraty, zamykano bramy, załoga ciągle stała pod bronią, i działa bastionu były zawsze załadowane.
Nikt, prócz sługm nie mógł wkroczyć do tego azylu i ujść z niego żywcem.
W okolicach posiadłości rozchodziły się opowiadane szeptem różne dziwne i straszne opowieści, i a prócz tego zaobserwowano, że kaplica w zamku była barwnie przystrojona jedwabiem i złotą tkaniną, tak, iż poświęcone naczynia były wysadzane klejnotami, oraz że szaty kapłańskie miały tam najbardziej wystawny i królewski charakter.
Zauważono także nadmierną pobożność marszałka; opowiadał on jakoby uczestniczył codziennie w trzech mszach, i zamiłowanie znajdował w muzyce kościelnej.
Zapytał się on papieża i uzyskał zgodę na to aby podczas procesji wyprzedzał go krucyfiks.
Lecz kiedy nad lasem zapadał zmrok, w zamku rozjaśniały się jedno po drugim okna, wieśniacy wpatrywali się w pewne okno na wysokiej, odizolowanej od innych wieży, z którego to jaśniało światło rozbłyskujące pośród ciemności nocy; opowiadali o czerwonej poświacie jaka promieniowała od czasu do czasu z okien owej komnaty, i ostrych krzykach które się z niej wydobywały, i po przeniknięciu cichych lasów, otrzymywały odpowiedź w postaci wycia wilków które to budziły się w swych kryjówkach i rozpoczynały swe nocne eksapady.

W określonych dniach, o ustalonych godzinach, most zwodzony był opuszczany, i słudzy De Retza stawali u wrót rozdając ubrania, pieniądze i żywność żebrakom którzy otaczali ich prosząc o jałumużnę.
Czasami zdarzało się, że wśród żebraków były dzieci: wtedy najczęściej jeden z sług obiecywał im wiele smakołyków, jeśli tylko udają się za nim do kuchni po nie.
Dzieci które przyjęły propozycję, już nikt nigdy później nie widział.

W roku 1440 wybuchł długo powstrzymywany przekraczający wszelakie granice gniew ludzi, i oskarżyli jednomyślnie marszałka o mordowanie swych dzieci, które - jak to określili - złożył w ofierze szatanowi.

Oskarżenia dotarły do uszu Księcia Brytanii, lecz on je odrzucił, i nie podjął żadnych kroków zmierzających do ustalenia prawdy, nie obarczając tym obowiązkiem żadnego z swych szlachciców.
W tym samym czasie, Jean do Châteaugiron, biskup Nantes, oraz szlachic i mędrzec Pierre de l'Hospital, wielki deputowany Brytanii, napisał do księcia, określiwszy w sposób bardzo stanowczy swój punkt widzenia, iż oskarżenie wymaga zbadania i rozpoczęcia śledztwa.

John V., przejawiał niechętny stosunek wobec zasłyszanych relacji, i podzielali go także ludzie który mu służyli w kraju, i zajmując wysokie stanowisko, w końcu uległ prośbom i żądaniom i w ich imieniu wysunął oskarżenie wobec Pana de Retz i jego wspólników.
Sierżant sił zbrojnych, Jean Labbé, z trudem zdołał zebrać zbrojnych.
Wybrał grupę rezolutnych towarzyszy, łącznie dwudziestu, i w połowie września ukazali się oni u bram zamku, wzywając Pana do Retz do poddania się.
Kiedy Gilles usłyszał że żołnierze w brytyjskich barwach są u bram, zaczął się dopytywać o ich dowódcę.
Otrzymawszy odpowiedź "Labbé," powstał, zbladł, załamał się i przygotował do poddania, widząc iż niemożliwe jest oprzeć się losowi.

Rok wcześniej, jeden z jego astrologów ostrzegł go że pewnego dnia wpadnie w ręce opata, i aż do tej chwili De Retz sądził iż przepowiednia mogłabyć jedynie głupstwem lub żartem.

Gilles de Sillé, Roger de Briqueville, i inni wspólnicy marszałka, zamierzali zbiec, lecz Henriet i Pontou pozostawali przy nich.

Most został opuszczony i marszałek oddał swój miecz dla Jean Labbé. Dostojnicy się zbliżyli do oczekującego marszałka, i rozwinęli przed nim dokument zapieczętowany pieczęcią Brytanii.
"Przeczytasz mi treść owego dokumentu?" zapytał się Gilles de Retz mówiąc to z godnością.
"Nasz dobry Pan Brytanii, nakazuje ci, lordzie, udać się natychmiast wraz ze mnią do dobrego miasta Nantes, abyś oczyścił się z pewnych oskarżeń o popełnienie przestępstw jakie wobec ciebie wysunięto."
"Udam się natychmiast, mój przyjacielu, zadowolony z woli mego lorda Brytanii: lecz nie może być tak, że Seigneur de Retz otrzymawszy wiadomość się nie odwdzięcza.
Nakazuję memu skarbnikowi, Henriet, aby wręczono tobie i twoim towarzyszom dwadzieścia złotych koron."

"Wielkie dzięki, monseigneur! Będę się modlił do Boga aby odbarzył ciebie długim i dobrym życiem."
"Módl się do Boga aby zlitował się nade mną, i przebaczył me grzechy."
Marszałek objuczył konie, i pozostawił Machecoul z Pontou i Henriet, którzy chcieli się z nim udać.
W miasteczkach i wioskach które mijali, widok ten powodował żywe emocje u ludzi, którzy nie wierzyli że ich ulice przemierza Gilles de Laval, otoczony przez żołnierzy w strojach Księcia Brytanii, i jedna osoba w normalnym ubraniu.
Ulice i drogi były zatłoczone, wieśniaki opuszczali swe pola, kobiety swe kuchnie, robotnicy odchodzili od pługa, aby tylko zgromadzić się na drodze do Nantes.
Pochód szedł w ciszy.
Wielu z wieśniaków którzy go obserwowali, wrzeszczało za nimi.
Słychać było ostry głos kobiet: - "Moje dziecko! Oddawaj me dziecko!"

Wtedy dzikie, gniewne zawodzenie wyrwało się z ust zgromadzonych, roznosząc się pod drodze do Nantes, i zamilkło dopiero w chwili, gdy za więźniem zamknęły się wrota Chateau de Bouffay.

Cała ludność Nantes była poruszona, i opowiadano że śledztwo będzie fikcją, albowiem książe chce uchronić swego krewniaka, i że obiekt powszechnej nienawiści ucieknie, tracąc trochę z swych ziem.

Prawdopodobnie naprawdę tak zakończyłoby się śledztwo, gdyby nie Biskup Nantes i wielki deputowany zabrali decydujący głos w tej sprawie.
Nie dawali księciu chwili spokoju, dopóki nie ustąpił ich rządaniom dogłębnego śledztwa i publicznenego procesu.

John V. wyznaczył Jean'a de Toucheronde do zebrania informacji, i do zaprezentowania oskarżeń wysuwanych wobec marszałka.
W tym samej chwili dał też do zrozumienia że nie będzie wpływał i czynił nacisków na sprawę, aby oskarżenia wysuwane wobec marszałka zostały jak tak bardzo osłabione jak to tylko możliwe.

Komisarz, Jean'a de Toucheronde, rozpoczął śledztwo 18-tego września, mając pomoc w śledztwie pod postacią swego urzędnika, Jean'a Thomas;a.
Świadkowie byli przesłuchiwani każdy z osobna, lub w grupach, jeśli byli z sobą powiązani.
Przy wejściu, świadkowie klękali przed komisarzem, całowali krucyfiks, i przyrzekli z ręką na Ewangelii że będą mówić prawdę, i tylko prawdę: po czym składali zeznania odnoszące się do sprawy, podczas czego nikt im nie przerywał ani nie zadawał pytań.

Pierwszą obecną osobą był Perrine Loessard, żyjący w la Roche-Bernard.
Zeznał, z łzami w oczach, że dwa lata temu, w wrześniu, Pan de Retz przejeżdżał wraz z swą świtą przez la Roche-Bernard, będącego po drodze z Vannes, i przenocował u Jean Collin. Świadek mieszkał naprzeciw domu w którym zatrzymał się szlachcic.

Jego dziecko, najpiękniejsze w całej wiosce, chłopiec w wieku dziesięciu lat, został zwabiony ofertą Pontou, i być może samego marszałka, który stojąc w oknie, wychylał się zza ramienia swego giermka.

Pontou przemówił do dziecka, i zapytał się go czy chce zostać chórzystą; chłopiec odpowiedział że jego marzeniem jest zostać żołnierzem.
"A więc," powiedział giermek, "wyposażę cię".
Chłopak spostrzegł sztylet trzymany przez Pontou, i powiedział że chce mieć taką broń u swego pasa.
Natychmiast przybiegła matka i nakazała mu pozostawić sztylet, mówiąc że chłopcu dobrze idzie w szkole, i dostała list który go dotyczył, z którego to wynikało że pewnego dnia chłopiec zostanie mnichem.
Pontou odwiódł ją od tego pomysłu, i zaproponował że zabierze chłopca ze sobą do Machecoul, i wyuczy go na żołnierza.
Natychmiast zapłacił jej urwisowi sto soli, aby kupiła chłopcu ubranie i zezwoliła wyjechać się z nimi.

Następnego dnia jej syn został umieszczony na koniu wynajętym od Jean Collin, i opuścił wioskę w towarzystwie Pana de Retz.
Biedna matka na pożegnanie z marszałkiem przyszła z łzami w oczach, błagając aby dbał o jej dziecko.
Od tego to czasu, nie miała żadnej wieści o swym synu.
Wypatrywała Pana de Retz zawsze gdy przemierzał La Roche Bernard, lecz nigdy nie widziała u jego boku swego dziecka.
Wypytywała się o niego ludzi marszałka, lecz oni wyśmiali ją; jedyną odpowiedź jaką uzyskała brzmiała: "Nie przejmuj się.
Jest albo przy Machecoul, albo Tiffauges, lub też w Pornic, lub gdzieś indziej".
Opowieść Perrine została potwierdzona przez Jean Collin, jego żonę, i jego teściową.

Jean Lemegren i jego żona, Alain Dulix, Perrot Duponest, Guillaume Guillon, Guillaume Portayer, Etienne de Monclades, oraz Jean Lefebure, wszystcy mieszkańcy of S. Etienne de Montluc, zeznali że małe dziecko, syn Guillaume Brice z gminy, stracił swego ojca ojca w wieku dziewięciu lat, żył z żebrania, i przemierzał kraj żebrząc.

To dziecko, nazywające się Jamet, znikło nagle w połowie lata, i nikt nie wiedział co się z nim stałol lecz bardzo mocno podejrzewano że został wywieziony przez starą jędzę którą widziano w okolicy tuż przed jego zniknięciem i która zaginęła wraz z dzieckiem.

Dnia 27 września, Jean de Toucheronde, wspierany przez Nicolas Chateau, notariusz sądu w Nantes, zanotował zeznania kilku mieszkańców Pont-de-Launay, miejscowości leżącej niedaleko Bouvron: a mianowicie, Guillaume Fourage i jego żony; Jeanne, żony Jean Leflou; i Richarde, żony Jean Gandeau.

Owe zeznania, pomimo licznych niejasności, dały dostateczny powód do pełnego oskarżenia marszałka.
Dwa lata temu, dziecko w wieku dwunastu lat, syn Jean Bernard, i inne dziecko w tym samym wieku, syn Ménégué, udali się do Machecoul.
Dziecko Ménégué powróciło o zmierzchu, mówiąc że jego towarzysz kazał mu czekań przy drodze w czasie gdy on uda się pożebrać trochę i bram zamku Pana de Retz.
Syn Ménégué powiedział że czekał trzy godziny, lecz jego towarzysz nie powrócił.
Żona Guillaume Fourage zeznała że widziała wtedy starą jędzę, która prowadziła go za rękę do zamku Machecoul.
Tego samego wieczoru owa jędza przeszła przez most w Launay, i żona Fourage zapytała się jej dokąd podąża z małym Bernardem.
Stara kobieta nie zatrzymała się, ani nie odpowiedziała na jej pytanie, mówiąc że to dla jego dobra.
Chłopca już nigdy więcej nie zobaczono.
Dnia 28 września, Książe Brytanii wyznaczył kolejnego komissarza, Jean Couppegorge, i drugiego notariusza, Michel Estallure, do Toucheronde i Chateau.

Mieszkańcy Machecoul, małego miasta nad którym pełną władzę sprawował Pan de Retz, zaczęli się pojawiać i zeznawać przeciwko swemu panu.
André Barbier, szewc, zeznał że w czasie poprzedniej Wielkanocy, chłopiec, syn jego sąsiada Georges Lebarbier, zaginął.
Ostatnio widziano go jak zbierał datki na tyle hotelu Rondeau.
To zniknięcie nie zdziwiło nikogo w Machecoul, i nikt nie ośmielił się go komentować.
André i jego żona codziennie żyli drżąc ze strachu przed zniknięciem swego dziecka.
Udali się na pielgrzmykę do S. Jean d'Angely, i zapytano ich tam czy w Machecoul panuje zwyczaj jedzenia dzieci.
Po ich powrocie usłyszeli o zaginięciu dwojga dzieci - syna Jean Gendron, i syna Alexandre Châtellier.
André Barbier zaczął badać pewne okoliczności ich zaginięcia, i został ostrzeżony aby trzymał język za zębami i udawał że nie widzi i nie słyszy, jeśli nie chce zostać wtrącony do lochów zamku Machecoul.

"Ale, błagam cię!" odpowiedział, "mam wierzyć w to że baśniowe duszki zjadły nasze maleństwa ?"
"Wierz w co chcesz," dano mu poradę "lecz nie zadawaj pytań".
W czasie tej rozmowy, nieopodal pojawił się jeden z uzbrojonych ludzi marszałka, i zaczął ich śledzić.
André, który uciekł wraz z resztą, nie wiedział dlaczego ucieka, napotkał człowieka niedaleko kościoła Świętej Trójcy, który płakał gorzko i krzyczał - "O mój boże, dlaczego nie chcesz mi oddać mych maleństw ?"
Ten człowiek także stracił swe dzieci.

Licette, żona Guillaume Sergent, żyjąca w La Boneardiere, w parafii S. Croix de Machecoul, straciła swego syna dwa lata temu, i od tej pory go już nie widziała; błagała komisarzy, mając łzy w oczach, aby zwrócili jej syna.

"Pozostawiłam go," powiedziała "w domu w czasie gdy wyszłam na pole do męża który siał len.
Był on pięknym małych chłopcem, i był dobrym i sympatycznym dzieckiem.
On musiał się opiekować swą małą siostrą, która miała półtorej roku.
Gdy powróciła do domu, znalazła tylko małą córkę, lecz ona nie mogła powiedzieć co się z nim stało.
Później znaleźliśmy na bagnach małą czerwoną wełnianą czapkę która należała do naszego biednego maleństwa; przeszukaliśmy bagno ale nie miało to już większego sensu, niż tylko upewnienie się że nasze maleństwo nie utonęło.
W tym samym czasie przez Machecoul przechodził domokrążca który sprzedawał nitki i igły, i opowiedział mi o starej kobiecie ubranej na szaro, z czarnym kapturem na głowie, która kupiła u niego trochę zabawek dla dzieci, i po chwili przeszła obok niego, prowadząc za rękę małego chłopczyka."

Georges Lebarbier, żyjący niedaleko wrót châtelet de Machecoul, złożył zeznanie dotyczące tego w jaki sposób zaginął jego syn.
Chłopiec był uczniem Jean Pelletier, krawca Mme. de Retz i dworu zamkowego.
Wydawał się opanować już swój zawód, kiedy to ostatnim roku, w okolicy dnia św. Branaby, udał się aby pograć w piłkę na zamkowej łące.
Nigdy nie skończył po owej grze.
Ów młodzieniec i jego mistrz, Jean Pelletier, mieli w zwyczaju jeść i pić na zamku, i zawsze denerwowali się z złowrogich opowieści jakie snuli ludzie.

Guillaume Hilaire i jego żona potwierdzili zeznania Lebarbier.
Dodali także że wiedzą o zaginięciu syna Jean'a Gendron, Jeanne Rouen, i Alexandre Châtellier.
Syn Jean'a Gendron, mający dwanaście lat, mieszkał z wymienionym już Hilaire i uczył się u niego handlu wyrobami skórzanymi.
Pracował w sklepie już około siedem lub osiem lat, iu był sumiennym, pracowitym chłopcem.
Pewnego dnia messieurs Gilles de Sillé i Roger de Briqueville weszli do sklepu aby zakupić parę rękawiczek myśliwskich.
Zapytali się małego Gendrona czy mógłby zanieść dla nich wiadomość do zamku.
Hilaire zgodził się, i chłopiec otrzymał zapłatę z góry za drogę - złotego anioła, i wyruszył, obiecując natychmiast wracać.
Lecz już nigdy nie powrócił.
Tego wieczora Hiliare wraz z swą żoną, widząc jak Gilles de Sillé i Roger de Briqueville powracają do zamku, podbiegli do nich, pytając się o to co się stało z ich praktykantem.
Giles i Roger odpowiedzili im że nie mają pojęcia gdzie jest chłopak, albowiem byli oni na polowaniu, lecz jest możliwe iż został wysłany do Tiffauges, innego zamku rodu De Retz.

Guillaume Hilaire, którego zeznania miały większą wagę, i były bardziej szczegółowe od innych, stanowczo przekonywał że Jean Dujardin, sługa Roger'a de Briqueville powiedział mu, iż wie że w zamku są ukryte beczki pełne zwłok dzieci.
Powiedział mu że często słyszał jak ludzie mówili że dzieci są wabione do château a następnie mordowane, ale potraktował to wtedy jako głupie bajdurzenie.
Dodał także, że marszałek nie był oskarżany za udział w tych morderstwach, lecz to jego słudzy byli postrzegani jako potencjalni winowajcy.

Jean Gendron samodzielnie opisał zaginięcie swego syna, i dodał także iż nie był on jedynym dzieckiem które zaginęło w tajemniczych okolicznościach w Machecoul.
Wiedział o trzynastu przypadkach zaginięć.

Jean Chipholon, starszy i młodszy, Jean Aubin, oraz Clement Doré, wszystcy mieszkający w parafii Thomage, zeznali że wiedzą o biedaku z tej samej parafii, nazywającym się Mathelin Thomas, który stracił swego syna, który miał dwanaście lat, i w konsekwencji tego, umarł z żalu za nim.

Jeanne Rouen, z Machecoul, która przez dziewięć lat była w stanie niepewności, nie mając pewna czy jego syn żyje czy umarł, zeznała iż jego dziecko zaginęło gdy pasło owce.
Myślała że został rozszarpany przez wilki, lecz dwie kobiety z Machecoul, obecnie już nie żyjące, widziały Gilles'a de Sillé zbliżającego się do małego owczarza, rozmawiającego z nim, i wskazującego w stronę zamku.
Tuż po tym, chłopiec poszedł w wskazanym kierunku.
Mąż Jeanne Rouen udał się château aby zasięgnąć informacji o jego synie, lecz nie zdołał się niczego dowiedzieć.
Kiedy następnym razem Gilles de Sillé pojawił się w mieście, zrozpaczona matka zaczęła go błagać aby zwrócił jej syna.
Gilles odpowiedział jej iż nic o nim nie wie, albowiem był u króla w Amboise.

Jeanne, wdowa po Aymery Hedelin, żyjąca w Machecoul, także straciła osiem lat temu, małe dziecko które pobiegło za motylami do lasu.
W tym samym czasie zniknęło czworo innych dzieci, w tym dzieci z rodziny Gendron, Rouen, i Macé Sorin.
Powiedziała ona, że przez kraj niosła się pogłoska, że Gilles de Sillé kradnie dzieci aby zniszczyć Anglików, i zamierza dzięki nim wykupić swego uwięzionego brata.
Lecz dodała także iż owa pogłoska pochodziła od sług Sillé, i była przez nich rozpowszechniana.
Jednym z ostatnich zaginionych dzieci był Noël Aise, mieszkający w parafii S. Croix.
Człowiek z Tiffauges powiedział jej (Jeanne Hedelin) że porwano jedno dziecko w Machecoul, i uprowadzono siedem z Tiffauges.
Macé Sorin potwierdził zeznania wdowy Hedelin., i opisał ponownie okoliczności jakie towarzyszyły zaginięciom dzieci u Châtellier, Rouen, Gendron, and Lebarbier.
Perrine Rondeau weszła do zamku w towarzystwie Jean Labbé.
Wkroczyła do stajni, i znalazła stertę popiołu i proszek który miał specyficzny, mdły zapach.
Na dnie wnęki znalazła dziecięce ubranie pokryte krwią.

Kilku mieszkańców z osady Fresnay, a mianowicie, Perrot, Parqueteau, Jean Soreau, Catherine Degrépie, Gilles Garnier, Perrine Viellard, Marguerite Rediern, Marie Carfin, Jeanne Laudais, zeznało że słyszeli jak poprzedniej Wielkanocy, Guillaume Hamelin rozpaczał z powodu utraty dwójki swych dzieci.

Isabeau, żona Guillaume Hamelin, potwierdziła te zeznania, dodając że zniknięcie dzieci miało miejsce siedem lat temu.
Miała wtedy czworo dzieci; najstarszy miał piętnaście lat, a najmłodszy siedem, i udali się wspólnie do Machecoul aby zakupić trochę chleba, lecz nie powrócili.
Czekała na nich całą noc i następny poranek.
Słyszała także o zaginięciu innego dziecka, syna Michaut'a Bonnel z S. Ciré de Retz.

Guillemette, żona Michaut'a Bonnel, powiedziała że jej syn zaginął w czasie gdy pilnował krów.
Guillaume Rodigo i jego żona, żyjący w Bourg-neuf-en-Retz, zeznali iż w przeddzień ostatniego święta dnia św. Bartłomieja, Pan de Retz nocował wraz z Guillaume Plumet w ich wiosce.
Pontou, który towarzyszył marszałkowi, ujrzał piętnastoletniego chłopaka, nazywającego się Bernard Lecanino, sługę Rodigo, stojącego u drzwii jego domu.
Chłopak nie znał dobrze francuskiego, lecz tylko gwarę Bas-Bretońską.
Pontou przywołał go i mówił do niego ściszonym głosem.
Tego wieczora, po godzinie dwudziestej drugiej, Bernard opuścił dom swego pana, Rodigo i jego nieobecnej wtenczas żony.
Dziewczyna służącego, która widziała jak on wychodzi, zawołała do niego że nie zjadł jeszcze kolacji, lecz on nawet nie zareagował na to co do niego wołała.
Rodigo, zasmucony stratą swego sługi, wypytywał się niektórych z ludzi marszałka o to co się z nim stało.
Odpowiedzieli mu ironicznym tonem iż nie wiedzą nic o żadnym małym Bretończyku, lecz on mógł zostać zapewne wysłany do Tiffauges na szkolenie aby mógł zostać paziem u ich pana.
Marguerite Sorain, pokojówka, nawiązała do tego potwierdzając zeznania Rodigo, i dodając iż Pontou wszedł do domu i rozmawiał z Bernard'em.
Guillaume Plumet i żona także potwierdzili słowa Rodigo i Sorain.

Thomas Aysée i jego żona, zeznali że stracili swego syna który miał dziesięć lat, i który udał się na żebraninę u wrót zamku Machecoul; oraz o tym że mała dziewczynka widziała jak był kuszony oferowaniem mu mięsa do wejścia do château.
Jamette, żona Eustache Drouet z S. Léger, wysłała swych dwóch synów, jednego w wieku dziesięciu lat, a drugiego w wieku siedmiu lat, do zamku w celu żebrania o jałmużnę.
Nigdy już ich więcej nie widziała.
Dnia drugiego października, komisarze zebrali się ponownie, ustalili oskrażenia, z których wynikało coraz to większe i wyraźniejsze podejrzenie wobec sług marszałka.

Zniknięcie trzynastu innych dzieci zaszło w zbliżonych okolicznościach, co rzucało silne podejrzenia wobec mieszkańców zamku.
Nie przytoczę tutaj szczegółów, albowiem są one bardzo podobne do wymienionych wcześniej zeznań.
Wystarczy iż powiem że zanim komisarze zakończyli przesłuchania, herold Księcia Brytanii, zatrąbił trzykrotnie z schodów na wieży Bouffay, wzywając każdego kto może wnieść dodatkowe oskarżenia wobec Sire de Retz, aby pojawił się samodzielnie bezwłocznie dzisiaj.
Jako iż nie przybył żaden nowy świadek, uznano iż przesłuchania są już zakończone, i komisarze odwiedzili księcia, z informacjami które zgromadzili, w rękach.

Książe długo się wahał odnośnie tego jakie kroki podjąć.
Czy powinien osądzać i skazywać krewniaka, najbardziej potężnego z swych wasali, najodważniejszego z swych dowódców, doradcę króla i marszałka Francji ?
Podczas gdy nadal nie ustalił w swej głowie kroków jakie powinien podjąć, dostał list od Gilles'a de Retz, który spowodował całkowicie odmienny skutek od zamierzonego przez jego autora.

"MONSIEUR, MÓJ KUZYNIE I CHWALEBNY PANIE,
Bliskie prawdy jest to iż jestem najprawdopodobniej najbardziej ochydną częścią wszystkich grzeszników, dokonując straszliwych grzechów raz po raz, lecz nigdy nie zaniedbywałem mych obowiązków religijnych.
Uczestniczyłem w wielu mszach i nabożeństwach, pościłem w Wielki Post i Wigilię, wyznawałem swe grzechy, żałując ich serdecznie, i spożywałem krew naszego Pana conajmniej jeden raz w roku.

Obecnie marnieję w więzieniu, oczekując twego honorowego osądu, będąc przytłoczony niezwykle wielką skruchą za me grzechy i przestępstwa których się dopuściłem, i do których jestem gotów się przyznać i odpokutować je w odpowiedni sposób.

Stąd też błgam cię, M. mój kuzynie, abyś udzielił mi zgody na wycofanie się do klasztoru, gdzie mógłbym wieść dobre i wzorowe życie.
Nie dbam o to do jakiego klasztoru zostałbym zesłany, lecz pragnę też aby moje dobra, itp., zostały rozdane pomiędzy biedaków, którzy są uczniami Jezusa na ziemi...
Oczekując twojej wspaniałej łaski, na której polegam, modlę się do Boga naszego Pana aby chronił ciebie i twoje królestwo.

Ten który pisze do ciebie jest pełen ziemskiej pokory,"

Brat GILLES,
Planujący zostać karmelitą."


Książe przeczytał ten list dla Pierre de l'Hospital, przewodniczącego Brytanii, i dla Biskupa Nantes, którzy byli osobami najbardziej stanowczo kładącymi nacisk na śledztwo.
Wystraszyli się tonu tego przerażającego listu, i zapewnili księcia iż sprawa zostanie całkowicie wyjaśniona, tak iż niemożliwe jest aby zezwolić na to by De Retz uniknął procesu, jak to próbował w tak bardzo bezbożny sposób uczynić swymi sugestiami.
W międzyczasie, biskup i najwyższy deputowany postanowili postawić swe stopy w zamku Machecoul, i znaleźli tam liczne ślady ludzkich zwłok.
Lecz nie mogli dokonać pełnego przeszukania zamku, albowiem książe starał się osłaniać swego krewniaka jak tylko to możliwe, stąd też nie wydał im upoważnienia.

Książe zwołał teraz swych najwyższych oficerów i odbył z nimi naradę.
Opowiedzieli się oni po stronie biskupa i de l'Hospital, i kiedy John nadal się wahał, Biskup Nantes powstał i powiedział: "Monseigneur, zajęcie się tą sprawa jest dla kościoła tak samo ważne jak i dla waszego sądu.
Tak więc, jeśli ty - przewodniczący Brytanii nie przeniesiesz tej sprawy do sądu świeckiego, to na Sędziego ziemi i nieba !
Będę wzywał autora owych obrzydliwych przestępstw do pojawienia się przed naszym sądem kościelnym."

Oświadczenie biskupa zmusiło księcia do ustępstwa, i zdecydował że sprawa zostanie rozpoczęta i będzie wniesiona do sądu bez jakichkolwiek opóźnień lub przeszkód.

W międzyczasie, nieszczęśliwa żona Gilles'a de Retz, która została oddzielona od niego na jakiś czas, i która nienawidziła czynów których się dopuścił, mimo iż mu współczuła jako swemu mężowi, pospieszyła do księcia wraz z swą córką, błagać go o wybaczenie dla owego wstrętnego człowieka.
Lecz książe odmówił jej wysłuchania.
Tak też udała się do Amboise aby wstawić się za nim u króla dla którego był on bliskim przyjacielem i doradcą.



Powrót do Księgi Wilkołaków







ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Kontakt | Zgłoś Błąd | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net
Wyszukiwarka zasobów Portalu Mrooczlandia
Internationale: Российская Федерация | English language | Deutsche Sprache | China | Lingvo Internacia

Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©