Portal Mrooczlandia





[ Księga Wilkołaków ]

Rozdział XIII.
Marszałek de Retz cz.III: Wyrok i Egzekucja

Wznowienie Sprawy - Zeznania Marszałka - Sprawa przeniesiona do trybunału kościelnego - Pierwsze kroki podjęte przez Biskupa - Wyrok - Zatwierdzenie Wyroku przez Sąd Świecki - Egzekucja

W dniu 24 października wznowiono proces Marszałka de Retz. Więzień wszedł w karmelitańskim habbicie, ukląkł i pomodlił się w ciszy przed rozpoczęciem przesłuchania. Następnie rozejrzał się po sali sądowej, patrząc rozglądając się smutnie, i każdy odgłos powodował u niego drżenie.

"Messire Gilles de Laval," zaczął przewodniczący; "stajesz przede mną po raz drugi, aby odpowiedzieć na zarzuty wobec ciebie odczytane przez Porucznika Prokuratury de Nantes."

"Będę odpowiadał szczerze, monseigneur," powiedział spokojnie więzień; "lecz zastrzegam sobie prawo do odwołania się do łaski wielce szacownego majestatu Króla Francji, którego to jestem szambelmanem i marszałkiem, co może zostać potwierdzone przez me listy polecające złożone swego czasu w parlamencie Paryża".

"To nie jest sprawa Króla Francji" przerwał Pierre de l'Hospital; "jeśli jesteś szambelmanem i marszałkiem jego Wysokości, to jesteś także wasalem miłościwego Księcia Brytanii."

"Nie przeczę temu; wręcz przeciwnie, wierzę iż jego Łaskawość Brytanii pozwoli mi udać się do zakonu Karmelitów, gdzie będę mógł odpokutować wszystkie me grzechy."

"Tak może się stać; będziesz zeznawał, czy mam cię wysłać do sali tortur na łamanie kołem?"

"Nie torturuj mnie !" oświadczył Gilles de Retz "Powiem wszystko. Czy powiedziałbyś mi jednak pierw co zeznali Henriet i Pontou?"

"Oni przyznali się. M. porucznik Prokuratury odczyta ci ich zeznania."

"Nie tak szybko," powiedział porucznik, który w dalszym ciągu sprzyjał oskarżonemu; "Traktujmy ich jako kłamców, dopóki Pan de Retz nie potwierdzi ich słów złożeniem przysięgi, przed czym niech go Bóg chroni!"

Pierre de l'Hospital uczynił gniewny gest w reakcji na to skandalicze sprzyjanie oskarżonemu, a następnie skinął do urzędnika aby ów odczytał zeznania.

Pan de Retz, słysząc jak jego słudzy w tak wyraźny sposób przyznali się do winy, zastygł w bezruchu, niczym rażony piorunem. Spostrzegł iż na próżno próbował się wykręcać, i jedyne co może zrobić to samodzielnie wszystko opowiedzieć.

"Co masz do powiedzenia?" zapytał się przewodniczący, gdy tylko zakończono odczytywać zeznania Henriet i Pontou.

"Mów co uznasz za stosowne, mój panie," przerwał mu porucznik prokuratury, próbując nakierunkowywać oskarżonego do podjęcia określonej lini obrony: "czyż nie są to wstrętne kłamstwa i pomówienia które wypowiedziano próbując ci zaszkodzić?"

"Niestety, nie!" odpowiedział Pan de Retz; i jego twarz była blada niczym u trupa: "Henriet i Pontou wyznali prawdę. Bóg skłonił ich do mówienia i rozluźnił ich języki..."

"Mój panie! uwolnij się od ciężaru dokonanych przestępstw przyznając się do nich od razu," uczciwie rzekł M. de l'Hospital.

"Panowie!" powiedział więzień, po chwili ciszy: "szczerą prawdą jest iż porywałem matkom ich maleństwa; i zabijałem owe dzieci, lub przyczyniałem się do ich śmierci, pocinając im gardła sztyletami lub nożami, lub rozbijając ich głowy młotami tudzież kijami; czasami rozszarpywałem je aby móc zbadać ich wnętrzności i serca; niekiedy zaduszałem je lub zabijałem w powolny sposób; i gdy dzieci były już martwe paliłem ich ciała redukując je do postaci popiołów."

"Dlaczego dokonywałeś owych ochydnych praktyk ?" zapytał się Pierre de l'Hospital, oszołomiony szczerością z jaką oskarżony potwierdził owe straszliwe zeznania: "musiał cię opętać diabeł."

"To wychodziło z mego wnętrza, niewątpliwe jest iż były to diabelskie podszepty: lecz owe akty okrucieństwa ciągle dostarczały mi niezrównanych rozkoszy. Żądza dokonywania owych czynów opanowała mnie osiem lat temu. Opuściłem dwór i udałem się do Chantoncé, aby objąć spadek po moim zmarłym dziadku. W bibliotece zamkowej znalazłem łacińską księgę - dzieło Swentoniusza, która to jest pełna opisów okrucieństw jakich to dopuszczali się rzymscy Cesarze. Czytałem cudowne historie Tyberiusza, Caracalli, oraz innych Cesarzy, i przeczytałem w nich o przyjemności jaką czerpali z obserwowania agonii torturowanych dzieci. Stąd też postanowiłem ich naśladować i przewyższyć w tym samych Cesarzy, toteż rozpocząłem owe dzieło podczas pewnej późnej nocy. Przez pewien czas nie dzieliłem się ową tajemnicą z nikim, lecz później powiedziałem o niej memu kuzynowi, Gilles de Sillé, później Panu Roger de Briqueville, a jeszcze później wyznałem ją Henriet, Pontou, Rossignol, i Robin." Potwierdził wszystkie zeznania złożone przez swych dwóch sług. Przyznał się do dokonania około stu dwudziestu jeden morderstw w ciągu jednego roku.

"Czyli dokonałeś średnio około ośmiuset mordów w przeciągu około siedmiu lat!" oświadczył Pierre de l'Hospital, płacząc z bólu: "Ah! messire, jesteś opętany! "

Jego wyznanie było zbyt jednoznaczne i zbyt niespodziewane dla porucznika prokuratury aby ów mógł rzec jakiekolwiek słowo w jego obronie; lecz nalegał aby sprawa została przeniesiona do sądu kościelnego, albowiem w wyznaniach były nawiązania do diabła i wiedźmiarstwa mających powiązania z owymi morderstwami. Pierre de l'Hospital zobaczył że porucznik stara się grać na czas aby pomóc Pani de Retz złożyć prośbę o łaskę; niemniej jednak nie zdołała ona nic uczynić, tak też zgodził się na przeniesienie sprawy do sądu biskupiego.

Lecz biskup nie był osobą która pozwalała na jakiekolwiek opóźnienie sprawy, tak też więc sierżant biskupa wezwał Gilles'a de Laval, Pana de Retz, do natychmiastowego stawienia się przed trybunałem kościelnym. Marszałek został oszołomiony tym nieoczekiwanym wezwaniem, i nie myślał o odwołaniu się od wezwania do przewodniczącego sądu; poprostu potwierdził swą gotowość do stawienia się przed sądem, i natychmiast został zaprowadzony przed oblicze sądu kościelnego, który to został naprędce zebrany aby zająć się jego sprawą.

Ten nowy proces trwał tylko kilka godzin.

Marszałek, przepełniony strachem, nie próbował się w jakikolwiek sposób bronić, lecz próbował usilnie przekupić biskupa aby ów był dla niego łagodny, obiecując mu oddanie wszystkich swych dóbr i ziem na rzecz kościoła i prosząc o zgodę na udanie się do klasztory Karmelitów w Nantes.

Jego prośba została stanowczo odrzucona, i wydano wobec niego wyrok śmierci.

W dniu dwudziestego piątego października, sąd kościelny ogłosił wyrok, a orzeczenie wyroku zostało przesłane do sądu świeckiego, który to nie znalazł powodu do odrzucenia tego wyroku.

Istniała pewna niepewność związana z rodzajem śmierci jaką powinien doznać marszałek. Członkowie sądu świeckiego nie byli w tej sprawie jednomyślni. Przewodniczący poddał to głosowaniu, po czym samodzielnie podliczył głosy; następnie usiadł, złapał się za głowę i rzekł głośno:

"Sąd, pomimo szlacheckości, godności i zasług oskarżonego, skazuje go na powieszenie i spalenie. Z tego też powodu namawiam oskarżonych do błagania Boga o łaskę, i dobrą śmierć, w żalu za dokonane grzechy i czyny. Oświadczam iż wyrok zostanie zrealizowany poprzez egzekucję która odbędzie się jutro rano pomiędzy godziną jedenastą a dwunastą." Podobny wyrok został wydany wobec Henriet i Pontou.

Następnego dnia, dwudziestego szóstego października, o godzinie dziewiątej rano, wielki pochód składający się z połowy mieszkańców Nantes, kleru i biskupa niosącego błogosławiony sakrament, opuścił katedrę i wyruszył w trasę wokoło miasta goszcząc w każdym z napotkanych kościołów, gdzie odczytywano ludziom powiadomienie o wyroku.

O godzinie jedenastej więźniowie zostali przyprowadzeni na miejsce egzekucji, na łąki Biesse, w dole rzeki Loary.

Trzy szubiennice zostały już postawione, jedna z nich górowała nad pozostałymi, i pod każdą z nich był ułożony stos chrustu, smoły, i gałęzi.

Był to wspaniały, wietrzny dzień, na błękitnym niebie nie było żadnej chmury; Loara wiła się cicho w kierunku swego ujścia do morza, połyskując i jaśniejąc niebieskim kolorem, co wydawało się być odbiciem jasności i kolorystyki nieba. Topole drżały na wietrze i bielały na świeżym powietrzu przyjemnie szleszcząc a wierzby migotały i kiwały się ponad taflą powierzchni rzeki.

Ogromny tłum zgromadził się wokoło szubienicy; było to utrudnieniem na drodze skazanego, który przybył śpiewając "De profundis". Widzowie w różnym wieku podchwycili psalm i zaczęli go nucić wraz z nim, tak że głośny śpiew starych gregoriańskich dobiegał do uszu księcia i biskupa, którzy zamnkęli się w zamku Nantes na czas egzekucji.

Po odśpiewaniu psalmu, który zakończono "Requiem aternam" zamiast "Gloria", Pan de Retz podziękował wszystkim którzy mu towarzyszyli w jego ostatniej drodze, i potem zwracając się do Pontou i Henriet, wygłosił skierowane do nich następujące przemówienie, będące raczej kazaniem:

"Moi drodzy przyjaciele i słudzy, bądźcie silni i odważni wobec ataków diabła, odczuwając wielkie niezadowolenie i żal za swe chore czyny, licząc na Boskie miłosierdzie. Wierzcie jak i ja, że nie ma grzechu, niezależnie jak wielkiego, na świecie, który Bóg, w swej łasce i miłosiernej dobroci, nie wybaczy, jeśli ktoś będzie tego żałował. Pamiętajcie że Pan Bóg zawsze jest gotów przyjąć do siebie grzeszników, o wiele bardziej niż owi grzesznicy są gotowi prosić go o przebaczenie. Ponadto, pozwólmy podziękować mu za miłość jaką żywi wobec nas pozwalając nam umrzeć z pełną świadomością naszych czynów i postępków, i nie odcinając się od nas nagle za nasze grzechy. Pozwólmy sobie na zrozumienie owej miłości jaką żywi Bóg, i żałując za nasze grzechy, nie żywmy lęku przed śmiercią, która jest tylko drobną męką, bez której to nie zdołamy zobaczyć Boga w pełni jego chwały. Prócz tego musimy żądać uwolnienia się od tego świata, na którym to są jedynie błędy i pomyłki, żebyśmy mogli przejść do wiecznej chwały. Powinniśmy się raczej cieszyć, że pomimo popełnionych tutaj grzechów, wkrótce połączymy się wspólnie w Raju, gdzie nasze zostaną oddzielone od naszych ciał, i będziemy razem na wieczność, jeśli tylko wytrwamy w naszej pobożności i szlachetnym żalu do naszego ostatniego oddechu." [Sprawa Pana de Retz jest jedną z wielu sprawu ukazujących nam niebezpieczeństwa polegania wyłącznie na odczuciach religijnych. "Jeśli zaczniesz słabnąć w życiu, to pilnuj się przestrzegania dziesięciu przykazań," mówi nasz Pan. Iluż to ludzi żywi nadzieję na pójście do nieba, tylko dlatego że żywią pobożne uczucia !] Wtedy marszałek, którego egzekucja miała się odbyć pierwsza, pozostawił swych towarzyszy, i oddał się w ręce kata. Zdjął z głowy swój kapelusz, pocałował krucyfiks, przemówił pobożną przemowę do tłumu która to była podobna do tej wygłoszonej wobec jego przyjaciół - Pontou i Henriet.

Wtedy zaczął recytować modlitwę za umierających; kat założył mu pętlę na szyję, i wyregulował węzeł. Podstawił wysokie krzesło, ustawiwszy je u stóp szubiennicy jako ostatni zaczyt dla szlachetnie urodzonego przestępcy. Stos został podpalony przed oddaleniem się kata.

Pontou i Henriet, którzy wciąż klęczeli, podnieśli swój wzrok ku swemu mistrzowi i opłakiwali go z rozłożonymi rękami:

"W tą ostatnią godzinę, monseigneur, bądź dobrym żołnierzem Boga, i pamiętaj o męce Jezusa Chrystusa której zawdzięczamy nasze odkupienie. Żegnając się, mamy nadzieję iż spotkamy się ponownie w Raju!

Krzesło został zerwane w dół, i Pan de Retz upadł. Ogień zaczął szeleścić, i płomienie zaczęły go obejmować, oraz otaczać niczym w tańcu.

Nagle, zmieszany z głębokim dźwiękiem dzwonów katedry, rozległo się dzikie i nieziemskie zawodzenie "Dies ira".

Tłum stał w ciszy, słychać było jedynie szum ogniska, i wspólnie nucony hymn:

Lo, Księga, dokładnie napisana
Gdzie wszyscy zostali spisani;
Stąd też osąd będzie nagrodą.

Kiedy Sędzia zasiada na swym tronie,
I każdy ukryty postępek będzie oskarżony,
Nic nie zostanie bez osądzenia.

Cóż będę ja, słaby człowiek, błagać?
Któż się za mną wstawi?
Gdy tylko potrzebuję sprawiedliwości.

Król Majestatu potężnego,
Który obdarza nas wolnym zbawieniem,
Źródło łask! Który przychodzi ku nam z pomocą.
(...)
Nisko klęczę, z uległym sercem;
Patrz, niczym popioły, ma skrucha
Pomóż mi w mym końcowym stanie!

Ah, w tym dniu łez i żałoby!
Z pyłu ziemi powstając,
Ludzie na sąd jego przygotowani!
Oszczędź, o Boże, w litości swej oszczędź mnie!
Panie, który nasze dusze odkupiłeś,
Przyjmij błogosławione requiem!

AMEN.

Sześć kobiet szczelnie zamaskowanych w białe szaty podążało za sześcioma Karmelitami którzy nieśli trumnę.

Szeptano iż jedną z owych kobiet jest Pani de Retz, a inne są członkami najbardziej znakomitych domów w Brytanii.

Sznur na którym został powieszony marszałek został odcięty, po czym został wrzucony do żelaznej trumny przygotowanej na przyjęcie ciała. Ciało zostało usunięte nim ogień zdołał je całkowicie zniszczyć. Zostało złożono w trumnie, i przetransportowane przez mnichów do zakonu karmelitańskiego w Nantes, zgodnie z życzeniem nieboszczyka.

W między czasie wykonano wyrok na Pontou i Henriet; zostali powieszeni i spaleni na popiół. Ich popioły zostały rozsypane na wietrze; podczas gdy w karmelitańskim kościele ku czci Naszej Pani obchodzono urządzony z przepychem, pogrzeb najwyższego, najpotężniejszego, wielce sławnego Seigneur Gilles de Laval, Pana de Retz, dawnego szambelmana Króla Charles'a VII., i Marszałka Francji!



Powrót do Księgi Wilkołaków







ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Kontakt | Zgłoś Błąd | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net
Wyszukiwarka zasobów Portalu Mrooczlandia
Internationale: Российская Федерация | English language | Deutsche Sprache | China | Lingvo Internacia

Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©