Portal Mrooczlandia





[ Księga Wilkołaków ]

Rozdział XV
Przypadki Anormalii - Ludzka Hiena

Ghule - Historia Fornari - Cytat z Apuleiusza - Incydent opisany przez Marcassusza - Zbeszczeszczenie Paryskich Cmentarzy - Odkrycie Hieny Cmentarnej - Zeznania M. Bertrand'a

Wiadomo powszechnie iż blisko-wschodnie i orientalne opowieści są pełne historii o złodziejach okradających groby (tzw. hienach cmentarnych - przyp. tłumacza). Wchodnie przesądy obdarzają określonymi cechami pewne osoby miłujące się w wykopywaniu z ziemiu umarłych i kaleczących zwłoki. W świetle księżyca przy grobach widywano dziwne postacie, okradające groby, rozkopujące je swymi długimi paznokciami, i przepełnione żądzą dorwania ciała zmarłego przed pojawieniem się pierwszych promieni świtu, które to zmuszały ich do wycofania się. Owe ghule, jak to właśnie się ich określa, pożądają ciał nieboszczyków do zaklęć lub magicznych rytuałów, lecz bardzo często kierują się żądzą rozerwania zwłok i zakłócenia ich spoczynku. Wielce prawdopodobne jest iż owe ghule nie są jakimiś nadzwyczajnymi stworzeniami, lecz tylko wskrzeszeńcami - osobami które zostały pochowane żywcem lecz zdołały wydostać się z grobu. Ludzki tłuszcz i włosy z trupa to bardzo ważne składniki mieszanek w wielu recepturach nekromanckich, i wiedźmy które mieszają owe diaboliczne mikstury, musiałyby wykopywać ciała aby zdobyć owe właśnie składniki. Działo się tak właśnie w średniowieczu, kiedy to rozpowszechnił się lęk przed ghulami, stąd też bardzo powszechną rzeczą na którą możemy się natknąć w Brytannii to to że cmentarze są wyposażone w lampki, płonące całą noc, co ma powstrzymywać wiedźmy od odkopywania grobów próbowania pod osłoną nocy.

Fornari przytacza nam w swej "Historii Czarnoksiężników", następującą opowieść o ghulach:
Na początku piętnastego wieku, w Bagdadzie żył stary i bardzo bogaty kupiec który miał tylko syna, do którego to był bardzo przywiązany. Zamierzał ożenić go z córką innego kupca, dziewczyną posiadającą znaczny majątek, lecz nie posiadającą przy tym żadnego wdzięku osobistego i urody. Abul-Hassan, syn kupca, na sam widok jego przyszłej żony, zażądał od ojca aby ów opóźnił małżeństwo, do czasu aż się namyśli i przyzwyczai do niej. Jednakże, zamiast tego, zakochał się w innej dziewczynie, córce mędrca, i nie dawał jej ojcu spokoju, aż ów zgodził się na ślub z wybranką jego serca. Stary człowiek tolerował to tak długo, jak tylko mógł, lecz odkrywszy iż jego syn zabiega o rękę pięknej Nadilla, i zarazem też nie akceptuje bogatej i brzydkiej damy, zrobił to co zrobiłaby większość ojców, zgadzając się na to z powodu istniejących okoliczności.

Zaślubiny odbyły się z wielkim przepychem i bardzo uroczyście, po czym nastąpił miesiąc miodowy, który mógł być szczęśliwy, lecz nie był z powodu pewnej drobnej sprawy, która niosła z sobą bardzo poważne konsekwencje.

Abul-Hassan zauważył że jego panna młoda wymyka się z małżeńskiego łoża gdy tylko myśli że jej mąż śpi, i nie powraca do niego, aż do chwili nastania świtu.

Wiedziony ciekawością, pewnej nocy Hassan udawał iż zasnął, i ujrzał jak jego żona wstaje i opuszcza komnatę jak zwykle. Zaczął ja ostrożnie śledzić, i zobaczył jak wchodzi na cmentarz. W słabych i nielicznych promieniach światła księzyca zobaczył jak wchodzi do grobowca, wszedł tam tuż za nią.

Widok tego co się działo w środku był straszny. Grupa ghuli zgromadziła się nad grobami które to rozkopali, i ucztowała na ciele dawno zakopanych zwłok. Jego własna żona, która to nigdy nie jadała w domu kolacji, nie odgrywała ważniejszej roli na tej tajnej uczcie.

Abul-Hassan przy pierwszej sposobności uciekł, i zakradł się z powrotem do swego łóżka.

Nie odzywał się wogóle do swej małżonki aż do następnego wieczora, gdy podano kolację, i odmówiła jej zjedzenia; zaczął ją wtedy namawiać do jedzenia, i gdy ona nadal uparcie odmawiała, wykrzyknął w gniewie - "Tak, zachowaj swój apetyt na swą ucztę razem z ghulami!" Nadilla ucichła; zbladła i zatrzęsła się, po czym bez słowa położyła się do łóżka. Gdy tylko nastała północ, rzuciła się na swego męża z swymi kłami i szponami, rozszarpując mu gardło, i podcinając żyły, próbując wyssać z niego krew; ale Abul-Hassan rzucając się na jej stopy, przewrócił ją, i zabił ją jednym ciosem. Została spalona następnego dnia.

Trzy dni później, o północy, pojawiła się ponownie, znów atakując swego męża, i ponownie pragnęła wyssać z niego krew. Zdołał jej uciec, i o poranku otworzył jej grób, spalił ją na popiół, po czym ów popiół rozsypał do rzeki Tygrys.

Owa historia łączy ghule z wampirami. Jak już zauważyliśmy w poprzednich rozdziałach, wilkołaki są bardzo zbliżone i podobne do wampirów.

To iż starożytni tak samo wierzyli że to właśnie wiedźmy naruszają spoczynek zwłok, jest widoczne w trzecim epizodzie "Złotego Osła" Apuleiusza. Zacytuję tutaj słowa krzykacza:

"Błagam cię, pomódl się za mnie" odpowiedziałem "co jest obowiązkiem związanym z opieką nad pogrzebem ?" "Obowiązki!" rzekł krzykacz; "dlaczegóż to, czuwamy uważnie całą noc, z oczamy skierowanymi na zwłoki, nie mrużąc oczu ani nie spuszczając z nich wzroku, nie rozglądając się na prawo i lewo, a nawet nie patrząc na siebie lub cokolwiek innego; z powodu wiedźm, które to są przeklętymi paskudami! One mogą się w mgnieniu oka wyślizgnąć z swej skóry i przybrać postać jakiegokolwiek tylko zapragną zwierzęcia; potem przypełzają tak niespodziewanie, że oczy sprawiedliwych, a nawet oczy samego słońca nie są w stanie ich zauważyć. W każdym razie, ich nikczemne dokonania są w nieliczonej liczbie i odmianach; przybrawszy postać ptaka, lub psa, lub myszy, lub wręcz nawet postać ptactwa domowego, wykonują swe odrażające czary, i jeśli nie zachowasz całkowitej czujności, to zdołają cię oszukać w sposób taki czy owaki, porażając cię sennością; mimo to, co się tyczy wynagrodzenia, waha się ono w granicach pomiędzy od czterech do sześciu aurei; niemniej aczkolwiek jeśli praca jest niebezpieczna, to możesz otrzymać więcej. Nie, stój! Prawie zapomniałem dać ci bardzo ważne i konieczne ostrzeżenie. Zrozum jasno, że jeśli ciało nie zostanie oddane w stanie nienaruszonym krewnym nieboszczyka, to brakujące kawałki ciała które zostały wydarte przez wiedźmy muszą zostać zastąpione kawałkami twarzy sennego strażnika."

Mamy tutaj opisanie powiązań pomiędzy rozszarpywaniem ciała a zmianą postaci.

Marcassus donosi nam iż po długiej wojnie w Syrii, w trakcie nocy, grupy lamii, żeńskich diabelskich duchów, wykopywały pospiesznie pochowane ciała żołnierzy, i ogryzały mięso trupów, pozostawiając jedynie ich kości. Były one zwalczane i spalane, i niektórzy młodzi ludzie mogli się pochwalić zabiciem dużej ich liczby; lecz podczas dnia wszystkie przybierały postać wilków lub hien. W tych opowieściach tkwi nieco prawdy, i jest bardzo możliwe że niekiedy ludzie popadają w obłędny apetyt każący rozrywać zwłoki, co zostało potwierdzone w nadzwyczajnej sprawie którą zajmował się sąd wojenny w Paryżu, nie później niż dziesiątego czerwca 1849 roku.

Szczegółowe informacje można znaleść w "Annales Medico-psychologiques" z owego roku i miesiąca. Są one zbyt odrażające i odpychające by można je było tutaj przytoczyć. Niemniej jednak, postaram się zarysowo opisać tą znakomitą sprawę.

Jesienią 1848 roku, kilka z cmentarzy> w sąsiedztwie Paryża zostało sprofanowanych podczas nocy, i rozkopano istniejące na nich groby. Nie był to czyn studentów medycyny, albowiem ciała nie zostały wyniesione, lecz pozostawione w grobowcach rozszarpane na kawałki. Na początku podejrzewano iż owego rozkopania dokonało jakieś dzikie zwierzę, lecz ślady stóp znalezione na miękkiej ziemi wskazywały na człowieka. Zaczęto pilnować cmentarza Pere la Chaise; lecz po tym jak kilka ciał zostało rozszarpanych, ustało bezczeszczenie grobów.

Zimą został zbeszczeszony kolejny cmentarz i działo się tak aż do marca 1849 roku, kiedy to na cmentarzu S. Parnasse założono pułapkę - pistolet samostrzał - strzelający do każdego intruza który naruszy linkę wyzwalającą spust pistoletu - która została założona na noc, i zaalarmowała osoby pilnujące cmentarza o wpadnięciu tajemniczego gościa w pułapkę. Popędzili na miejsce, lecz zobaczyli tylko ciemną postać w wojskowym płaszczu przeskakującą mur cmentarny, i znikającą w ciemnościach. Niemniej jednak, ślady krwii świadczyły o tym, iż ów tajemniczy gość został postrzelony gdy uaktywnił pistolet-pułapkę. W tej samej chwili znaleziono także kawałek niebieskiej tkaniny, która oderwała się od płaszcza, co pozwalało rozpocząć śledztwo mające ustalić tożsamość bezbożnika.

Następnego dnia, policja przeszukała barak po baraku, poszukując oficera lub żołnierza posiadającego świeżą ranę postrzałową. W ten sposób odkryto ową osobę. Był on młodszym oficerem Pierwszego Regimentu Piechoty, nazywał się Bertrand.

Został zabrany do szpitala w celu wyleczenia z rany postrzałowej, i gdy tylko powrócił do zdrowia, został przesłuchany przez sąd wojskowy.

Oto i jego historia:

Odbył edukację w seminarium teologicznym w Langres, aż osiągnąwszy wiek dwudziestu lat, wstąpił do armii. Był młodym człowiekiem skromnych obyczajów, szczery i wesoły wobec swych kompanów, stąd też był lubiany przez nich, za niemal kobiecą delikatność i wyrafinowanie, czasami przechodzące w depresję i melancholię. W lutym 1847 roku, gdy wraz z przyjacielem wędrował po kraju, zawędrowali na cmentarz, którego wrota były nadal otwarte. Poprzedniego dnia została na nim pogrzebana kobieta, lecz grabarz nie dokończył zasypywania grobu, albowiem obfita ulewa zmusiła go do porzucenia pracy i ucieczki przed deszczem do domu. Bertrand spostrzegł szpadel i łopatę leżącą na niedokończonym grobie i - używając jego własnych słów: - "A cette vue des idées noires me vinrent, j'eus comme un violent mal de tete, mon cśur battait avec force, je no me possédais plus." Zdołał przeprosić swego towarzysza i podziękować mu za towarzystwo, po czym powrócił na cmentarz, złapał łopatę i szpadel, po czym zaczął rozkopywać grób. "Wkrótce wykopałem ciało z ziemi, i zacząłem je ćwiartować szpadlem, nie zdając sobie sprawy z tego co czynię. Zauważyłem grabarza i położyłem się płasko na ziemi, zniknąwszy mu z oczu, po czym zsunąłem ciało do grobu. Następnie oddaliłem się stamtąd, oblany zimnym potem, i dotarłem do małego zagajnika, w którym to odpoczywałem przez kilka godzin, jednakże z powodu padającego deszczu, byłem zupełnie wyczerpany. Kiedy wstałem, moje kończyny były obolałe niczym po złamaniu, i bolała mnie głowa. Ta sama niemoc i uczucie towarzyszyło mi po każdym takim ataku.

Dwa dni później, powróciłem na cmentarz i własnymi rękoma rozkopałem grób. Moje ręce krwawiły, lecz nie czułem bólu; rozszarpałem zwłoki na kawałki i wrzuciłem je do z powrotem dziury."

Nie miał żadnych dalszych ataków owego szaleństwa przez cztery miesiące, aż regiment przybył do Paryża. Gdy pewnego dnia wędrował w ciemnościach, w cienistych alejach Pere la Chaise, ta sama żądza napadła go niespodziewanie i porwała niczym wezbrana rzeka. W nocy przeskoczył mur i wykopał zwłoki małej dziewczynki w wieku siedmiu lat. Rozszarpał je na pół. Kilka dni później, rozkopał grób kobiety która umarła podczas porodu, i leżała w grobie od trzynastu dni. Szesnastego listopada, wykopał starą, pięćdziesięcioletnią kobietę, i rozszarpał ją na kawałki, po czym tarzał się w fragmentach jej szczątków. To samo zrobił z innymi zwłokami dwunastego grudnia. To tylko kilka z niewielu przypadków rozkopania grobów do jakich się przyznał. W nocy piętnastego marca został postrzelony przez pistolet-pułapkę.

Bertrand oświadczył podczas procesu, że podczas pobytu w szpitalu nie czuł żadnej chęci by ponownie spróbować bezczeszczenia grobów, i jest przekonany iż zdołał się wyleczyć z swych straszliwych skłonności, widząc wokoło siebie ludzi umierających na szpitalnych łóżkach, stąd też: "Je suis guéri, car aujourd'hui j'ai peur d'un mort."

Napady niemocy które pojawiały się po jego wyczynach były bardzo charakterystyczne, albowiem są one bardzo podobne do niemocy która następowała po atakach wściekłości u Nordyckich berserków, i wyprawach Likantropów.

Sprawa M. Bertrand jest niewątpliwie odosobnionym i anormalnym przypadkiem; nie ma ona prawie wogóle charakteru obłąkania lub szaleństwa, lecz wydaje się być ona raczej specyficzną formą diabelskiego opętania. Do pierwszego napadu doszło po piciu wina, lecz kolejne nachodziły go bez wyraźnego powodu. Sposób w jaki okaleczał zwłoki też był różny. Niektóre zwłoki siekał szpadlem, inne rozrywał i rozszarpywał swymi zębami i pazurami. Czasami rozrywał usta, rozdzierając twarz w kierunku uszu, otwierał żołądek, i wyrywał kończyny. Pomimo że wykopał ciała kilku mężczyzn, nie odczywał żadnej chęci aby je okaleczać, która to chęć pojawiała się w gdy wykopywał ciała kobiet. Został skazany na rok więzienia.



Powrót do Księgi Wilkołaków







ميترا / मित्र / Ми́тра / Mitra
Mitra Taus Melek

Misja | Polityka Prywatności | | Kontakt | Zgłoś Błąd | Pióropusz.Net | Magical-Resources.Net
Wyszukiwarka zasobów Portalu Mrooczlandia
Internationale: Российская Федерация | English language | Deutsche Sprache | China | Lingvo Internacia

Portal Mrooczlandia www.Mrooczlandia.com
Wszelkie prawa zastrzeżone ©